18 lat, zbyt wiele marzeń, planów, wspomnień. próba uporządkowania życia po tym jak wszystko się w nim zawaliło. pamiętnik licealistki, która nie wie czego chce, ale wciąż tego szuka.

Wpisy z tagiem: czwartek

czwartek, 26 kwietnia 2012

No i jutro... wielki koniec. Będziemy płakać? Nie mam pojęcia. Jedno jest pewne - będzie dziwnie.

 

Zbrodnię i Karę skończę czytać przed pójściem spać - zostało mi jakieś 10 stron, dość usypiających. Nie mówię oczywiście, że książka jest zła (wręcz przeciwnie, podobała mi się bardzo), ale pod koniec czuję się już troszkę nią zmęczona. Myślę sobie za to, że skoro tak dobrze mi poszło, to może nadrobię jeszcze Pana Tadeusza? Wtedy z nieprzeczytanych pozostałby mi już tylko Potop (a dokładniej 1/2 tego koszmaru). Tak serio to czuję, że najlepiej by było przeczytać wszystkie lektury jeszcze raz. Ale to chyba musiałabym nie spać aż do samej matury. A wolę raczej skorzystać z tego, że stres mnie jeszcze nie zeżarł i jestem w stanie przesypiać noce w miarę spokojnie.

 

Przeraża mnie może tylko troszkę na jakim poziomie utknęła moja prezentacja na ustny polski (wolicie nie wiedzieć).

 

Jakbyście już chcieli zaplanować sobie kiedy macie trzymać kciuki po majówce, to ogłaszam, iż:

4 maja będę się męczyć z maturką z naszego pięknego języka ojczystego

8 zmierzę się z Królową Nauk

9 odwalę coś w tym stylu (jak tylko wejdę na salę po wypytaniu wszystkich przed nią czy są pewni czy mówi się ON czy IN the picture)

10 zapomnę kiedy piszemy Yours Faithfully a kiedy Sincerely

16 wpadnę w depresję, że nie wyrobiłam się z prezentacją i nie zdałam matury

 

tak w skrócie

Julia

środa, 14 marca 2012

Nie taki konspekt straszny jakim go malują. Mój jest już z grubsza ogarnięty. Klątwę murowanego niepowodzenia zdjęła z niego pani z działu informacji Biblioteki Pedagogicznej, która w ciągu kilku minut wyszukała mi artykuły i książki do literatury przedmiotu o wiele bardziej przydatne niż wszystko co sama wcześniej znalazłam. Dzięki temu wystarczyło poświęcić odrobinę czasu (2 godziny) na siedzenie w czytelni narażając się na atak alergii na roztocza ('o boże, masz całą czerwoną twarz') i właściwie 70% pracy odwalone. Teraz tylko zebrać to w logiczną całość i się nauczyć, ale powiedzmy, że to już raczej bliżej maja.

Sprawdzianowe szaleństwo wciąż trwa, ale powiedzmy, że już niedługo. Lista przedmiotów, z których zostało mi coś jeszcze do zaliczenia stopniowo się kurczy, jedynie angielski trzyma się mocno ze średnią ok. 3 sprawdzianów na 2 tygodnie (ciągle). Naiwne rojenia o pasku na świadectwie już wsadziłam między bajki - zapowiada się na średnią 4,5, lub coś koło tego. Ujdzie.

Jestem w jakimś takim jakby stanie zawieszenia - wciąż nie dociera do mnie, że już niedługo koniec. Kiedy przez 12 lat rytm życia wyznaczała szkoła nierealne zdaje się by mogło być inaczej.

A tak poza tym to zdycham przez niekończący się katar i nie umiem pozbyć się z głowy poniższej piosenki.

coś miłego poproszę

Julia

PS. tytuł odnosi się do zadań z podręcznika z j. angielskiego z rodzaju "napisz biografię swojego ulubionego pisarza (120 - 150 słów)"

czwartek, 08 marca 2012

Niektórzy by chcieli notkę. A wiecie czego ja bym chciała? Żeby już było po maturach. Chcę już tej słodkiej wolności, którą zmarnotrawię na filmy, seriale i postanawianie, że poszukam sobie pracy.

A tymczasem...

Poprzedni tydzień spędziłam w domu. Bo niby choroba. Więc zdrowiałam. Bo jeszcze nie widziałam Gwiezdnych Wojen. Więc zobaczyłam. I teraz chcę więcej. 18 lat żyłam w przekonaniu, że nie jara mnie science fiction, a teraz jęczę, że 6 części to za mało.

Teraz, w ramach kontynuowania łapania ważnych kontekstów kulturowych, oglądamy z siostrą Star Treka (filmy, choć przeczuwam, że na tym się nie skończy). Te części, które do tej pory obejrzałam mają to do siebie, że przez 3/4 czasu myślisz sobie 'nic szczególnego, czemu ja to wgl oglądam?' tylko po to żeby pod koniec stwierdzić, że film ci się podobał.

Są różne sposoby radzenia sobie ze stresem przedmaturalnym.

W przyszłym tygodniu nie spodziewajcie się jeszcze raczej powrotu regularnych notek. Czekają mnie bowiem 3 sprawdziany z angielskiego, po jednym z geografii i historii oraz konieczność wyczarowania w ramach wytworu planu wypowiedzi na ustną maturę z polskiego. Jeśli chodzi o to ostatnie to póki co utknęłam na etapie rozczarowania wszechświatem, niechęci do pracy i rozgoryczenia, że nie zmieniłam sobie tematu.

W pokoju bałagan przeogromny (tak wgl to znowu sobie przemeblowałam trochę), w mózgu jeszcze gorszy, a zapału do uporządkowania tego wszystkiego brak.

Mój mężczyzna jeśli chodzi o obchody Dnia Kobiet spisał się doskonale. Goździki. Goździki. Goździki. Lubię goździki.

may the force be with me

Julia

czwartek, 12 stycznia 2012

Nie będę miała sztucznej opalenizny czy tipsów. Włosy ułożę sobie sama, z makijażem też raczej dam radę. Gdy ktoś zobaczy później zdjęcia nie usłyszę "wow, nie poznałabym cię, wyglądałaś pięknie" (co ogólnie uznawane jest za komplement, jak dla mnie ma posmak jednak lekkiej wbity). Będę wyglądała jak ja, taki jest plan. I nie wywalę masy pieniędzy na jeden wieczór, ten niby "wyjątkowy i niezapomniany". Zaliczę swoją wpadkę (lub 2, ewentualnie 7) przy polonezie, poświecę udem prezentując podwiązkę, pozachwycam się tyłkiem mojego mężczyzny w spodniach od garnituru, znienawidzę wynalazcę butów na obcasie i potańczę na tej "najważniejszej potańcówce życia". No ok, jeśli wszystko dobrze pójdzie to będę również dobrze się bawić, pomimo aktualnego sceptycyzmu.

W planach na jutro nie mam szkoły, tak jakoś wyszło. Wyśpię się porządnie, obejrzę seriale, których odcinki wychodzą dziś wieczorem... O sukienkę nie muszę się już martwić - po poprawkach cioci i maniakalnym trzykrotnym prasowaniu Mamity nie może już wyglądać lepiej. Nie mam co prawda butów (tzn. mam, ale nie mam, skomplikowana sprawa), ale ten problem jakoś rozwiążę.

Ah, no i zgodnie z rozpiską mamy ponoć jutro kolędę. Fantastycznie, nie? W sumie utalentowany artystycznie ksiądz rozwiązałby mój "problem" w kwestii braku makijażystki.

Szykuje się bardzo dziwny dzień.

Julia

PS. odebrałam dowód. za 3 podejściem. w końcu.

czwartek, 05 stycznia 2012

Czwartek stał się piątkiem.

Ciasto wyszło okropne (paniom z blogów zawsze wszystko wychodzi piękne, smaczne i fotogeniczne). Na szczęście zużyłam do niego tylko połowę słoiczka nutelli, mogę się pocieszyć drugą połową.

Nastrój nie jest zbyt dobry.

Ludzie wkurzają się na mnie za to, że (oh jak słabą istotą jest człowiek) odwalam im takie akcje jakie oni mi. Albo, co gorsza, nie podporządkowuję się ich woli. Mam mieć uczucia i swoje zdanie, ale tylko jeśli jest łatwe do zaakceptowania.

W niedzielę idę do teatru popatrzeć jak poskramiają złośnicę. Przydałby mi się osobiście jakiś poskromiciel.

Ekscytacja studniówką coraz bardziej opada, większość z nas chce mieć to zwyczajnie za sobą. Rzygamy sukienkami, fryzjerem i podwiązkami. Tę imprezę wymyślono chyba jako sabotaż przygotowań do matury - zamiast się uczyć (no, dobra, i tak byśmy tego nie robili, ale ćś, narzekam sobie) martwimy się pierdołami.

Sylwester nie był imprezą życia, choć zapowiadało się świetnie.

Po maturze przydałby się jakiś wyjazd. Wiecie, parę dni na łonie natury, albo w jakiejś równoległej rzeczywistości. Żeby nie myśleć o studiach, pracy, dorosłości, odpowiedzialności i innych takich przyprawiających o odruchy niezbyt estetyczne. Jakieś propozycje miejsca?

Julia

czwartek, 29 grudnia 2011

- Zadzwoń do D.

- Czemu?

- No przecież do kota mówiłam, nie do Ciebie.

Mamita uważa, że najlepszym sposobem na niedopieszczenie Kini (kot, samiczka, dziwne umaszczenie, zawsze głodna, przez chorobę sierocą ciągle ciućka sobie łapę, namolna jeśli chodzi o dopraszanie się zaspokajania potrzeby głaskania, ma tyłek jak JLo, nie mam nic wspólnego z wyborem jej imienia) byłyby częstsze wizyty D., któremu wczoraj bardzo się spodobało mizianie i czesanie kota. No może z wyjątkiem efektów w postaci góry sierści na ubraniu. Kotu podobało się jeszcze bardziej, ona zasadniczo lubi wizyty innych żywych maszyn do głaskania, bo te, które z nią mieszkają rozleniwiły się z lekka.

 

Nawiedził mnie dziś rano potworny ból głowy. Próbowałam go przespać -> jeszcze gorzej, wzięłam tabletkę -> godzina i nic. Siadłam do komputera, zaczęłam pisać jakieś bzdety... Przeszło. Jednak jak przeczytałam później to co wystukałam na klawiaturze... Piękny, depresyjny bełkot.

 

Oddam rękę królewny za ładną sukienkę na studniówkę. Dorzuciłabym pół królestwa, ale muszę sobie coś zostawić na buty i dodatki.

 

Julia

PS. zgodnie z moimi statystykami odwiedzin bloga ktoś do mnie zawitał szukając w zasobach wujka google 'ślicznych 11letnich chłopców'. nie wiem jak to skomentować.



czwartek, 01 grudnia 2011

Na tydzień przyczaiłam się w domu, mniej lub bardziej chora (zależy od momentu). Głównie chyba potrzebowałam chwili spokoju. Tak 3 razy w roku miło jest sobie zrobić tydzień wolnego od życia (mam na myśli: w roku szkolnym, ferie i wakacje się nie liczą, co to za frajda olewać gdy właściwie nie ma czego) - teraz to byłby już drugi. Oj, żebym sobie za szybko nie zużyła tego limitu.

Wałki na włosach, choć nie wiem po co skoro jutro ma padać. Dobra, wiem po co. Jeśli jutro rano będę wyglądać olśniewająco niczym gwiazda Hollywood na rozdaniu Oscarów odpuszczę sobie jeszcze jeden dzień szkoły i pospieszę do fotografa machnąć sobie fotkę do dowodu (hej, za parę dni dopadanie mnie starość). W końcu nie wiadomo kiedy taka okazja się powtórzy - dobre włosy, dobra twarz i dobry dzień zwykle jakoś mi się nie zdarzają na raz (nie pytajcie o to D. jego soczewki zniekształcają rzeczywistość w temacie dwóch pierwszych, a płomienne uczucie - trzeciego). Jednak nie spodziewam się jutro cudu więc raczej do szkoły zawitam. W końcu tam już przecież ze 2 czy 3 osoby usychają z tęsknoty (nie wliczałam oczywiście grona pedagogicznego coby liczba osób tęskniących nie wywoływała łudzącego wrażenia, że jestem fajna).

Ah, dobra, nic mądrego już nie napiszę, więc chociaż skończę wystukiwać głupoty.

Julia


czwartek, 24 listopada 2011

Ktoś chciał notkę, więc piszę.

Przez ostatnich kilka dni żyłam oczywiście tymi pseudo próbnymi maturami. Podobno są łatwiejsze i to całkiem możliwe, bo z matmy będę miała chyba > 80%, z polskiego (jeśli p. prof. nie spali mojej kartki zobaczywszy straszliwy błąd jaki zrobiłam w wypracowaniu) też nie powinno być źle, z angielskiego mam dobre przeczucia wobec wszystkiego poza częściami pisemnymi - zupełnie nie mogłam się skupić na tym co piszę, paradoksalnie przez brak stresu.

Poza tym wiatr wieje, plecki bolą a czekolady zawsze za mało.

Julia

czwartek, 17 listopada 2011

Były stany depresyjne, były euforyczne, od kilku dni natomiast dryfuję sobie po spokojnych wodach. Gdy uruchamia mi się wewnętrzny głos autodestrukcji staram się najszybciej jak to możliwe odpalić którąś z bardzo skutecznych mantr.

Nie denerwuj się. Nie narzekaj. Bądź miła. Bo inaczej będziesz samotna, pomarszczona i dostaniesz wrzodów na żołądku. I umrzesz. Wdech, wydech. Uśmiech. Ewentualnie obojętność.

Nabieram ochoty na pływanie. Tak, znowu powmawiam sobie przez jakiś czas, że do tego wrócę. Pomarzę. Powspominam zimno wody muskającej nieszczególnie przyodziane ciało. I zapach chloru. A potem mi przejdzie. Obiecuję sobie również, że nauczę się jeździć na łyżwach. Robić szpagat. Ogarnę tryby warunkowe. Napiszę prezentację na ustny polski przed końcem roku. Zacznę przygotowywać się do matury. I inne takie.

Hitem dzisiejszych plotek w szatni wfowej była historia jak to nowa dziewczyna byłego chłopaka jednej z koleżanek odwaliła święte oburzenie gdy p. prof. przypadkowo nazwała ją imieniem koleżanki. Cóż, pomyłka była do przewidzenia (są podobne z wyglądu, mają imiona zaczynające się na tą samą literę), ale mimo wszystko da się zrozumieć jej złość - żadna z nas nie chciałaby być mylona z ex swojego faceta, nie mówiąc już o byciu traktowaną jako jej substytut.

fajnie, że jesteście

Julia

czwartek, 10 listopada 2011

Lekko. Najgorszy dzień tego tygodnia mam już za sobą - po okropnej środzie przyszedł czas na spokojny czwartek. Spokojny, bo na wosie i etyce już byłam pytana, z hiszpańskiego nic strasznego nie przewiduję i wyjątkowo mam zadanie z angielskiego. Zwyczajnie nie przewiduję dziś żadnych zaskoczeń (troszkę nielogicznie, ale to nieistotne).

Od 16:10 będę miała długi weekend, jeszcze niezapaskudzony żadnymi planami. Czuję jednak, że będzie udany. Musi być, skoro względnie odzyskałam już równowagę (nutello, dziękuję).

Lecę do szkoły, z naleśnikami pełnymi siostrzanej miłości w torbie.

Miłego dnia wszystkim.

Julia

PS. Fuj, zupełnie jakbym była szczęśliwa.

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 11
| < Maj 2012 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
  1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31      
Tagi
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Gry Online
Fight World Hunger