Wpisy z tagiem: wycieczka
środa, 19 października 2011
Dzisiejsza wycieczka klasowa do Wrocławia była hmm... specyficzna. Z jednej strony, właściwie wyszło na to, że wywaliliśmy troszku pieniędzy tylko po to żeby się integrować w autokarze, moknąć w pobliżu pana przewodnika (oj słaby był, słaby), napić się gorącej czekolady (za słodka, sorry, zrzędzę) i obejrzeć Panoramę Racławicką. Z drugiej, muszę jednak przyznać, że bywało zabawnie, momentami zachowywaliśmy się nawet jakbyśmy byli zgrani klasowo. Do zapamiętania: a) radosne śpiewy dobiegające z tylnych siedzeń autokaru (o dziwo nie wszystkie ograniczały się tylko do refrenu) b) wysoki M. ma nieprawdopodobne właściwości grzewcze c) D. przecenia moje możliwości. bardzo. (ja miałabym zamęczyć całą wioskę facetów? no błagam... najwyżej połowę!) d) nie całuj się pod kościołem, bo dziwni panowie z białych dostawczych na ciebie zatrąbią w obronie moralności, świętości i innych takich e) jeśli prawie cała klasa nagle pije to samo to nie ma w tym nic podejrzanego f) nie ma takiej rzeczy, której B. nie zrobiłby żeby opchnąć perfumy g) 'param... param' P., zawsze gdzieś obok melodii (powinno być do śpiewów, ale to jakby zupełnie odrębna kategoria zdaje się być) h) w sercach nauczycieli również mieszka miłosierdzie - p. prof. ze względu na wycieczkę przełożyła nam jutrzejszy sprawdzian Dobra, znikam spać, bo i tak nic ciekawego nie napiszę. To dziwne, chodziłam dziś (zgodnie z krokomierzem) mniej niż podczas zwykłych zakupów z A. zwaną D. a i tak jestem zmęczona jakbym nie wiadomo co robiła. puff Julia
środa, 17 sierpnia 2011
Na (jeśli dobrze pamiętam) 11 urodziny dostałam portfel. Był, jak wtedy sądziłam, piękny: fioletowy, z wstawką imitującą owczą wełnę oraz zielonymi frędzlami, z Nici - każdy w klasie wtedy coś z tego miał. Bardzo szybko portfel podobać się przestał, a i jakoś nie było co w nim nosić (drobne na słodycze zawsze fajniej w kieszeni). Odgrzebany został w gimnazjum i niemal natychmiast pozbawiony paskudnych frędzli. Od tamtego czasu stał się moim stałym portfelem, bo nigdy właściwie nie było mi po drodze kupić nowy. Aż do dziś. Nie wiem czy go zgubiłam, czy ktoś podstępnie go podpierdolił ukradł w którymś z przeuroczych środków komunikacji miejskiej, które zaszczyciłam dziś swoją obecnością. Wiem, że go nie ma. A wraz z nim biletu miesięcznego, legitymacji, ok. 15zł, karty do biblioteki, zdjęć D., A. zwanej D. i Aś, wypełnionego kuponiku na kawę w McD, który to miałam w końcu zrealizować, świętych obrazków z czasu gdy nie uciekałam z domu na hasło 'kolęda', plastikowego czegoś - pamiątki z imprezy w Lubece (nie, nie tej kiedy ja z nieznajomym Niemcem...), oraz pewnie jeszcze wielu innych rzeczy, których nie mogę sobie przypomnieć. Co ciekawe - nie rozpaczam. Tzn. nie ma szlochów, jęków i ataku nerwicy. Jasne, kiedy zauważyłam brak portfela, a także kiedy straciłam nadzieję na jego odnalezienie miałam ochotę się rozpłakać i w dalszym ciągu trochę mnie to smuci. Dzisiejszy dzień był jednak zbyt udany, by nawet tego typu strata mogła mi go zepsuć. Wybierając się do D. odkryłam w jednym z osiedlowych sklepów obecność czekoladek firmy Skawa, które znajdują się u mnie na liście tzw. smaków dzieciństwa, w kategorii wakacyjnych. Kupowałyśmy je z siostrą w małym wiejskim sklepiku na zadupiu, gdzie spędzałyśmy każde wakacje do hmm... 10? 11? roku życia. Zmieniło się co prawda opakowanie (kiedyś | dziś), lecz w środku wciąż są takie jak były, może tylko modele samochodów troszkę nowsze. To pierwszy raz kiedy udało mi się je upolować poza Małopolską, albo właściwie pierwszy poza tamtym sklepem. W smaku niby bez rewelacji, ale no... autka! [rozanielone dziecko mode on] Na dzisiejszy dzień D. zaplanował dla nas piknik, a że ja w końcu dałam się zaszantażować i włożyłam krótkie spodenki, to właściwie więcej chodziliśmy niż siedzieliśmy (no bo w ruchu ponoć bardziej się człowiek opala). Z resztą, to zadupie, znajdujące się co prawda wciąż na terenie jego miasta, przypominało mi bardzo kilka miejsc, w których zwykłyśmy z Mamą i Siostrą robić sobie wycieczki, właśnie tam gdzie spędzałam wakacje jako dziecko. Nawet jeśli w pewnym momencie musieliśmy się wracać spory kawałek, bo okazało się, że D. pomylił drogę (bronił się później, że się zapatrzył na nóżki) i tak było cudownie. Jak człowiek tak chodzi i chodzi, to może i przez chwilę jest zmierzły ze zmęczenia, potem jednak wchodzi w rytm i owe zmęczenie akceptuje. Brak portfela zauważyłam dopiero gdy wsiedliśmy do autobusu powrotnego (chciałam pochwalić się kierowcy biletem) i zmusił on nas do szybkiej ewakuacji z autobusu i marszu z powrotem na pola. Przedstawiając dość logiczny argument, że jeśli pójdzie sam i zostawi mi rzeczy to będzie szybciej, D. poleciał na poszukiwanie mojej zguby (później zdradził mi, że przewidział po prostu, że zrozpaczona wpadnę w złość i będę wyładowywać ją na nim, co doprowadziłoby do strasznej kłótni). Ja zostałam na przystanku i zasadniczo nie robiłam nic poza stanowieniem dość żałosnego widoku, oraz próbowaniem przypomnieć sobie kiedy ostatni raz widziałam portfel. Po godzinie D. wrócił z pustymi rękoma, więc pojechaliśmy do niego na dość już spóźniony obiad, podczas którego po raz pierwszy usatysfakcjonowałam jego mamę zjadając całe dwa dania (a że dotoczyć się potem do pokoju było ciężko, to cóż...). Potem grzecznie zwinęłam się do domu i... oto jestem i piszę tę strasznie długą notkę. Z ciekawych informacji: moja Siostra wygrała dziś suszarkę i dwa dmuchane foteliki dla telefonów (tzn. suszarka jest dla ludzi). Na pocieszenie dała mi jeden z tych fotelików - pewnie mój telefon często na nim 'siedział' nie będzie, bo ma tendencję do gubienia się w mieszkaniu gdy tylko choć na chwilę wyjmę go z kieszeni, ale i tak, ładny gest. Nie gubcie się! nieostrożna, nieuważna, nieodpowiedzialna i wgl bardzo nie Julia
środa, 13 października 2010
sobota, 10 października 2009
Obiecałam sprawozdanie. Więc będzie sprawozdanie. Ale nie spodziewajce się nic specjalnego. Nie mam siły.
piątek, 09 października 2009
|
Zakładki:
Autorka szablonu
Czytam
Moje
Tagi
![]() | |||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||