Wpisy z tagiem: wagary
wtorek, 13 grudnia 2011
Dziś rano zaspałam. Trzymajmy się tej wersji. Miałam cały dzień. Dużo do zrobienia. Jest 20:40, mam za sobą jakieś 20%, już mi się nie chce. A pozostałe 80? Pozostałe 80 to kwestia Dobrej Wróżki Od Szczęścia. Ostatnio była dość hojna, czy jutro mnie zawiedzie? Zobaczymy. Jeszcze tylko wytrzymać parę dni, potem szaleństwo sprzątania i wolność. Wolność czyli dużo oglądania filmów, jakaś książka, polowanie na wolną chatę i inne takie. No i efekt yo-yo. Czekolada, te sprawy. Pójdzie w cycki. Na pewno. Patrzę przed siebie - M jak miłość. Mem 'co ja pacze' mnie prześladuje. Zdecydowanie. oj, co ja mam z głową Julia PS. Znalazłam sobie już normalniejszą potencjalną kieckę na studniówkę. Prosta, czarna, caaaaała w cekinach. Tylko szkoda dać dwie stówy za taką prostotę. Eh.
czwartek, 22 września 2011
Dziś rano stanęłam przed poważnym wyborem: 2 wf-y i 3 hiszpańskie, albo wagarowanie z chłopcami. Na co się zdecydowałam? Oczywiście, że na szkołę! Może i było troszkę (bardzo bardzo) daremnie i sennie, ale za to mam już z głowy odpowiedź z hiszpańskiego - lepiej było załapać się teraz, na ostatnią szansę łatwej rozmowy o wakacjach niż na zabawy z gramatyką, które praktykujemy ostatnimi czasy. Czy żałuję? Może tylko przez chwilkę myślałam sobie, że zrobiłam źle, ale radosny głos D. w telefonie utwierdził mnie w przekonaniu, że to był dobry pomysł żeby nie iść. Spędził przynajmniej miło czas beze mnie, nie spinając się, że znowu się wścieknę o jakąś mniejszą lub większą głupotę. Plany na weekend, ten i przyszły powoli się klarują. Wszystko zależy niestety od kasy. hej, nie mam nic zadane Julia
środa, 11 maja 2011
Do szkoły nie dotarłam. W skrócie było to tak: zatłoczony autobus, korek jakiego już dawno nie widziałam, słaby przepływ powietrza, zbyt wysoka jak dla mnie temperatura, duszno jak w piekle no i jeszcze niezbyt szczęśliwy dobór pożywienia na śniadanie. Skończyło się esem do Mamity czy mogę odpuścić sobie lekcje i szybką ewakuacją z autobusu zanim przystroiłabym wnętrze pojazdu, tudzież któregoś ze współpasażerów mozaiką z porannej kanapki. Na świeżym powietrzu było już odrobinkę lepiej, ale czekanie 20 minut na przyjazd autobusu powrotnego (na skutek korku zwykle ruchliwą ulicę przmierzały jedynie nieliczne osobówki) nie należało do najprzyjemniejszych - na mikroskopijnej przystankowej ławeczce brakło miejsca na mój mały tyłek, a torba była stanowczo zbyt ciężka (jakim cudem ja ją dźwigałam, w czasach gdy jeszcze zawracałam sobie głowę kompletem podręczników i posiadałam zeszyty do wszystkich przedmiotów, to nie wiem). W domu powitała mnie zatroskana siostra z kubkiem rumianku, który to chyba po raz pierwszy w życiu na prawdę mi smakował (no dobra, wymiękłam po 2/3 kubka). Od tego czasu... rozważyłam czy się nie pouczyć (skutek: nie pouczyłam się) i obejrzałam nowe odcinki Glee (spoko odmóżdżacz dla osób, które ślepo i naiwnie wierzą, że oni tam tak śpiewają na prawdę oraz marzą by żyć w musicalu -> np. ja) i OTH, które właściwie oglądam z sentymentu, nawet jeśli jestem przeciwna bezsensownemu przeciąganiu seriali co tu wyraźnie ma miejsce. Poza tym przegrałam z D. w scrabble - równowaga wszechświata została ostatnio zachwiana gdyż to już chyba 5 raz z kolei. Dzisiejsi klasowi prawkozdawacze niestety zaliczyli fail'a, ale w sumie to nic wielkiego, dopiero pierwsze podejście, przypału nie ma. Eh, ten pamiętny przypadek kuzynki M., która podchodziła do egzaminu na prawo jazdy 6 czy tam 7 razy... i tym optymistycznym akcentem... Julia
piątek, 04 marca 2011
środa, 23 lutego 2011
środa, 20 października 2010
poniedziałek, 04 października 2010
środa, 26 maja 2010
czwartek, 13 maja 2010
piątek, 11 września 2009
Nie poszłam dziś do szkoły... Ale to długa historia... nie chcę o tym pisać.
|
Zakładki:
Autorka szablonu
Czytam
Moje
Tagi
![]() | |||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||