Wpisy z tagiem: deszcz
czwartek, 02 czerwca 2011
Pewne sprawy ostatnio sprawiały, że nie bardzo chciało mi się pisać. Przez cały ten czas niewiele was ominęło, jeśli mam być szczera. We wtorek byłam w teatrze na En la ardiente oscuridad (W palącej ciemności). Tytuł podałam najpierw hiszpański, bo i spektakl był po hiszpańsku. Zasadniczo to rozumiałam z niego niewiele, wpadały mi poszczególne słówka, ale poza tym troszkę ciężko było się połapać. Jednak niezłe wrażenie robiło to, że sztukę wystawiali ludzie mniej/więcej w moim wieku, tyle że z klasy dwujęzycznej z innego liceum (i pomyśleć, że kiedyś nawet planowałam tam pójść!) a gadali tak, że mój hiszpański przy ich hiszpańskim jest... eh, lepiej nie mówić. Tamtego dnia była straszna ulewa, więc już jak dotarliśmy do teatru byliśmy nieźle przemoczeni. Droga powrotna była jeszcze ciekawsza, bo zamiast poczekać na jakiś autobus do centrum szliśmy na nogach i to chyba nawet nie najkrótszą drogą. Jeśli ktoś tamtego dnia minął przemokniętą do suchej nitki uroczą parkę wyśpiewującą znośnie (on)/ zupełnie nie do rytmu (ona) piosenki o deszczu, a raczej ich urywki, to to wcale nie byliśmy ja i D. Wcale. Kiedy wróciłam do domu z wciąż jeszcze przyklejoną do ciała sukienką i pokręconymi włosami jakbym dopiero co wyszła spod prysznica (a było to po trwającej 40 minut podróży autobusem), Mamita nie musiała zadawać żadnych pytań co do tego jak mi się udała droga powrotna. Chociaż właściwie... podobało mi się. Dawno już nie było takiego deszczu. Poza tym, dostałam wczoraj niezbyt zasłużoną 6 za wytwór z angielskiego - prezentacja jak na mój gust była licha, ale wszystko uratował śpiewający Hugh Grant. W szkole właściwie marnujemy teraz czas. Jedyne co to na polskim omawiamy lekturę (a powinniśmy omówic jeszcze ze 3 chyba w tym roku zgodnie z rozpiską poprzedniej p. prof.), na biologii muszę jeszcze raz zabłysnąć inteligencją coby mieć 4 na koniec... Z nieszczęsnego TI będę walczyć o 5, ale coraz mniejsze szanse na to widzę. A tak to ze wszystkiego już sytuacja pewna i przychodzi się do tej szkoły bez stresu no i coraz częściej - bez sensu. Coniektórzy wyliczyli sobie już jak stoją z frekwencją i przestali chodzić już teraz, ale ja jestem grzeczną córeczką słuchającą Mamity i codziennie zjawiam się o właściwej godzinie (poza wtorkami kiedy nie mogę się zmusić żeby pójść na chemię mając świadomość, że czeka mnie później godzina okienka). Jeszcze tylko wytrzymać jutro i nadejdzie sobotnie lenistwo, niedzielny koncert i... i może coś więcej? Hmm... zobaczymy.
Julia
piątek, 26 lutego 2010
poniedziałek, 09 listopada 2009
sobota, 29 sierpnia 2009
Słońce jednak nie wylazło. Nie! W czasie gdy chodziłyśmy po targu zaczęło padać. I to jak! Momentami to zupełnie jak wtedy na Krupówkach kiedy byliśmy z przypałami na naszej ostatniej wycieczce w Zakopcu. No cudnie jest...
sobota, 22 sierpnia 2009
|
Zakładki:
Autorka szablonu
Czytam
Moje
Tagi
![]() | |||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||