Zbieg okoliczności zadziałał - akurat miałam w planach napisać notkę a tu komentarze. To chyba wizja zbliżających się urodzin bloga zadziałała, że pewni dawni czytelnicy postanowili się odezwać.
Żyję. Mam się całkiem nieźle. Wciąż jestem z D., siostra nie uciekła z domu, Mamita wciąż nas kocha. A. zwana D. siedzi na wyspie i zarabia pieniążki.
Jeśli ktoś z was wybiera się przypadkiem na OFFa to hmm... stała czujność, bo gdzieś tam się może będę czaić w pobliżu. Tak jakoś wyszło, że wkręciłam się (nie wiedząc do końca co czynię) w wolontariat. Póki co ekscytacja i przerażenie krążą we mnie w stosunku 3:7 - już sama nie wiem czym się martwię. Trzeba podejmować nowe wyzwania, prawda?
Przez najbliższych kilka dni możecie znów niczego ode mnie nie usłyszeć - zwyczajnie nie będzie mnie w domu.
a u was co nowego?
Julia
PS. pierwszy raz w życiu miałam dziś dziecko (półroczne) na rękach - ciężkie to, ale jak się opanuje szok z rodzaju 'jak się to trzyma' jest całkiem nieźle