18 lat, zbyt wiele marzeń, planów, wspomnień. próba uporządkowania życia po tym jak wszystko się w nim zawaliło. pamiętnik licealistki, która nie wie czego chce, ale wciąż tego szuka.
Dziś dzień spędzony z D., całkiem udany. Koty okazują mu już 100% akceptacji, zafascynował je jego rower, a Kinia o dziwo nie ciućkała łapy kiedy ją głaskał (zawsze to robi - choroba sieroca). Miałam problem z dobraniem odpowiedniej muzyki (u D. na liście niezbędnych do życia muzyka walczy z tlenem o miejsce) - najpierw Evanescence, ale po chwili uznałam, że to nie to, więc zmieniłam na Adele, lecz dopiero Tracy Chapman mi przypasowała. Okazało się, że to był właśnie idealny soundtrack do poobiedniego (kluuuuuuuuski) wylegiwania się na kanapie. Poza tym jeszcze spacer, bo prognozy pogody nas oszukały i nie padało. No i lody z Lidla! W te wakacje absolutny numer 1.
D. odnowił dziś temat mojej, ponoć nieuniknionej, nauki jazdy na rowerze. Mimo moich wszelkich argumentów przeciw (jest ich dużo, serio) on i Mamita obstają przy swoim, że powinnam w końcu... A co z moją wyjątkowością? Nawet jeśli w tym wypadku jest dość frajerska to jednak trzeba przyznać, że w dzisiejszych czasach to wciąż dość oryginalne - wszyscy potrafią, bo przecież dzieciństwo, karta rowerowa w podstawówce etc. A ja nie i jakoś żyłam z tym przez tyle długich lat.
Pisałam już o nim chyba na każdym blogu założonym przeze mnie tego lata (było ich wiele, ten jest, mam nadzieję, ostatni). O tym, że jego muzyka to zupełnie nie mój styl, lub jak kto woli bajka... O tym, że nie mogę przestać go słuchać... Że niektóre piosenki znam już na pamięć...
To właśnie dziś Mamita przybyła do domu z...