18 lat, zbyt wiele marzeń, planów, wspomnień. próba uporządkowania życia po tym jak wszystko się w nim zawaliło. pamiętnik licealistki, która nie wie czego chce, ale wciąż tego szuka.
Wróciłam wczoraj, ale jedyne co byłam w stanie zrobić to zjeść zrobione przez siostrę naleśniki i iść spać. Moje łóżko kocha mnie tak bardzo, że nie wypuściło mnie ze swych objęć przez 18 godzin. Więc notka teraz, zanim znów zasnę.
Z OFFa zapamiętam na pewno (kolejność bardzo przypadkowa, bo mój mózg pracuje jeszcze dziwaczniej niż zwykle):
powrót, który zakończyłby się katastrofą gdyby nie miły starszy pan w autobusie, który budził mnie co kilka przystanków (a może na każdym tylko z różnym skutkiem?) i pytał czy nie powinnam wysiąść
pracę wolontariusza czyli w moim przypadku m.in.:
rozkładanie i składanie namiotów m-banku - na początku trwające wieki, bo nie ogarnialiśmy, a później automatycznie
tworzenie koszy na śmieci - trzeba je było potraktować sprayem (kompletnie zbędne napisy 'metal / plastik', 'tacki / kubki', 'szkło') a potem poskładać, a że metoda składania przerosła moje możliwości to latałam tylko i zbierałam je od składających i ustawiałam tak żebyśmy potem mogli je skleić
dyżury na bramce gastro czyli siedzenie z ochroniarzami pod namiotem na końcu lasu i wręczanie wjazdówek autom z gastronomii, odpieranie ataków wściekłych tubylców oraz udzielanie informacji zagubionym uczestnikom OFFa (przy pierwszym dyżurze miało to jeszcze sens, ale już drugiego i trzeciego dnia właściwie niewiele się działo)
koncerty:
Muariolanzy chociaż usłyszałam tylko jedną piosenkę przez telefon oraz jak już się żegnali, bo miałam dyżur
The Lollipops - jedyny, który sama dla nas wybrałam i który był świetny, chociaż grali bardzo krótko, wcześnie i do tego przy najgorszym upale
Omara Souleymana - wiecie jak fajnie się tańczy do syryjskiego techno?
Meshuggah, które zagrało chyba z dedykacją dla tych starszych pań mieszkających w okolicy, które nas objeżdżały przy bramce
Czesława, po którym właściwie nikt z nas nie spodziewał się, że zagra fajnie
Mogwai wysłuchanego leżąc na trawie (przyznam się, że możliwe, że przespałam kilka kawałków, ale budziłam się zawsze na oklaski)
Barn Owl, które było tak dziwne, że aż fajne
Blonde Redhead, które może i by mi się podobało gdyby nie to, że z nagłośnieniem było coś nie tak
Dana Deacona, który z publicznością robił co tylko chciał
Gang Of Four, a szczególnie moment rozwalania gitary (4 rzuty, ale gitarzysta miał już swoje lata)
Junip, które mnie osobiście odrobinkę rozczarowało, ale... o José troszkę niżej
Konono No. 1 - nie miałam sił wtedy tańczyć, ale jakoś wyszło, że schroniliśmy się akurat w namiocie, w którym grali i jak dla mnie byli całkiem ok
Emeralds - coraz bardziej przekonuję się do ambientu
José Gonzáleza, który na śledził (idziesz sobie, odwracasz się a tu Jose za tobą; i tak parę razy)
deszcz przez który moje różowe trampki już nigdy nie będą różowe
najkrótsze przemówienie jakie w życiu słyszałam czyli jak Artur Rojek miał do powiedzenia parę słów wolontariuszom
"spanie" na sali gimnastycznej ("mój jest ten kawałek podłogi..."), koedukacyjny prysznic i woźnego, który najpierw obawiał się, że straci przez nas pracę, a potem był nawet prawie miły
odkrycie, że jestem małą maszynką napędzaną połową redbulla
Elwów czyli jak jedna krótka historia z dzieciństwa potrafi poprawić humor kilku osobom. Kiedy byłam mała podczas gry w państwa miasta upierałam się, że jest takie miasto jak Elwów, bo słyszałam jak w TV ktoś mówił że 'W Elwowie...)
jednonocną ucieczkę na noc do D., za którą dostaliśmy opierdol, lecz nie był to najtragiczniejszy ze skutków
"naprawianie" D. oraz moje 'przepraszam kochanie, włączył mi się mały skurwiel'
20 tys. średniej dziennej na liczniku kroków (rekord 31 tys. jednego dnia - czwartek i nasza jedenastogodzinna zmiana)
ludzi, którzy podjeżdżając na bramkę gastro zapytani dla kogo pracują odpowiadali... "nie wiem"
obcokrajowca, który zapomniał odebrać bagaż a jak po niego poszedł to namiotu depozytu już nie było
"nie pojechałyśmy na woodstock, więc zrobiłyśmy go sobie na OFFie" usłyszane z ust dziewczyn, których zdjęcia w błocie możecie łatwo znaleźć w necie w relacjach z festivalu
całą masę fajnych ludzi na OFFie poznanych
ciepłe bułeczki z Lidla
i wiele innych rzeczy, o których zapomniałam napisać