Wpisy z tagiem: opalanie
środa, 24 sierpnia 2011
Wczoraj już mi sił na notkę brakło, ale dziś, w pełni wypoczęta mogę pisać. Misję mocno opóźnionego opalania nóg kontynuuję latając ciągle w krótkich spodenkach i sukienkach (a D. się puszy, że mnie w końcu przekonał), w dalszym ciągu unikając jak ognia kostiumu kąpielowego. Małe zakompleksione istotki nie latają w bikini. Małe zakompleksione istotki kończą z nierównomierną opalenizną. No i trudno. Wczoraj byliśmy na kąpielisku, dość liczną jak na moje standardy grupą - aż 9 osób, w tym 4 słodkie parki i P. zwany B. (kiedyś pisałam o nim tylko B., ale chyba będę musiała pisać o nim w ten sposób, gdyż jest jeszcze jeden B.), który nie przygruchał sobie jeszcze żadnej fajnej pary cycków. Najpierw miałam opory, ale w końcu stwierdziłam, że a co mi tam, jadę - bo D. przestanie marudzić, że jeszcze tam z nim nie byłam, bo B. wrócił z Katalonii, a moje nogi wciąż blade. No i właściwie nie miałam nic innego do roboty. Ostatecznie było przyjemnie, bez fajerwerków może, ale tak prawdziwie wakacyjnie. Co prawda boskie środki komunikacji miejskiej próbowały popsuć mi nastrój w drodze powrotnej (rozumiem gdyby jeszcze tramwaje, ale żeby i wy autobusy przeciwko mnie?), ale się nie dałam. Byłam tylko piekielnie głodna, ale na szczęście Mamita powitała mnie w domu wizją pysznego makaronu. W perspektywie na dziś - znów szkoła. Nie pamiętam czy o tym wspominałam, ale chyba nie. Nie mogłam po prostu przyjść, powiedzieć, że zgubiłam legitymację, dać zdjęcie do nowej i pieniążki i mieć spokój, oooo nie. Pani sekretarka poinformowała mnie, że muszę złożyć podanie oraz załączyć dowód wpłaty na konto (pieniądze przekazane w normalny sposób mają chyba mniejszą wartość). Tak więc dziś muszę znowu ją odwiedzić, oddać moje przecudownie napisane podanie i odbyć swoją lekcję biurokracji. O wiele lepiej poszło mi za to w bibliotece - wystarczyło wypełnić danymi jeden świstek, kasę za kartę dam kiedy już będzie do odbioru a zanim to nastąpi spokojnie mogę wpadać i wypożyczać. Wszystko szybko, łatwo, bezboleśnie i z uśmiechem. Poza tym, jak już byłam przy planach na dziś, to już chyba czas wybrać się na Pokątną po nową różdżkę i księgę do eliksirów... będzie gorąco Julia
środa, 13 lipca 2011
Czemu jest 7 rano w wakacje a ja nie śpię? Dobre pytanie. Odpowiedzią może być chyba wyłącznie fakt, że o 10 mam się stawić w parku coby doprowadzić nogi do właściwego koloru, dojazd zajmie mi prawie godzinę a włosy schną zwykle 2 godziny (bo suszarki to zło, jakby ktoś nie wiedział). Wczorajszy dzień uznałabym za udany. Może i wizyta u D. zaczęła się od wielkiego rzucania gromami (albo mi się zdaje, albo to była pierwsza kłótnia nie-online czyli z darciem mordy - ja - i wielkim nieogarnianiem o co mi właściwie chodzi - on i troszkę ja -), ale w sumie po kłótni trzeba się pogodzić... No i ta pizza w kształcie serca to było mistrzostwo (mój cały wkład w jej robienie to chyba tylko pokrojenie pomidora i grzybów, ale ćśś...). A zwana D wylądowała bezpiecznie i jeszcze nie zaczęła narzekać na Anglię, więc poza ogromną tęsknotą za mną chyba nie jest jej tam źle. a jak tam z waszą opalenizną? Julia
środa, 30 czerwca 2010
wtorek, 29 czerwca 2010
|
Zakładki:
Autorka szablonu
Czytam
Moje
Tagi
![]() | |||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||