Wpisy z tagiem: lekarz
poniedziałek, 19 września 2011
Przychodzi Julia do lekarza. W przychodni alergolog ma swój pokój z osobnym korytarzykiem i poczekalnią. Coby pacjenci z kardio nie robili sztucznego tłumu. Przyszłam, rozglądam się, nie ma nikogo więc siadam uradowana, że jestem pierwsza i pójdzie szybciutko. Chwilę później zjawiają się 4 osoby, ruda pani gniewnie informuje mnie: 'tu już kolejka jest' (tzn. alergo robili tłum przed kardio). Po mnie przychodzi jeszcze jedna kobieta, Siostra zajmuje sobie kolejkę za nią (wcześniej trafiła na złą panią z rejestracji, która powiedziała, że jak nie jest umówiona to musi pogadać z lekarką czy ją przyjmie czy nie; ja problemu nie miałam). Następnie zjawia się staruszka, która jak się okazuje jest przede mną (nie pytam czemu, starsi ludzie zawsze sprawiają wrażenie jakby kolejkę do lekarza wysiadywali już sobie od tygodnia). Ruda pani informuje swoją koleżankę, że przyszła godzinę wcześniej, bo 'nie lubi długo czekać u lekarza'. Łącznie czekała 65 minut, bo p. doktor się spóźniła. Ja jakieś pół godziny. Faktycznie, opłacało jej się przyjść wcześniej.
Żebym przypadkiem nie pomyślała, że mam szczęście. Na angielskim zwykle było tak, że jeśli chodzi o odpowiedź to nie szła, jak na wielu innych przedmiotach, kolejka, tylko jedna osoba mogła być pytana choćby 3 razy z rzędu a inna tylko raz w semestrze jeśli tak właśnie wypadło. Dziś okazało się, że p. prof. marzy się aby każdy miał po ocenie ze wszystkich działów. A że właśnie zaczynamy nowy, to osoby które z ostatniego się jeszcze nie załapały odpowiedzą na konsultacjach. Zamiast z zadania z poprzedniego dnia (2-6 speakingów) z całego działu (czyli w tym wypadku, skoro był to pierwszy dział, wszystkich od początku roku; nie chce mi się liczyć), "bo przecież po sprawdzianie mamy wszystko powtórzone" (tja). Nie musicie chyba pytać kto się znajduje w tej grupie szczęśliwców.
Znikam maniakalnie odświeżać stronę z zastępstwami w nadziei, że pojawi się na niej informacja o tym, że nie mam jutro WOSu. chce mi się czekolady Julia
wtorek, 13 września 2011
Nawet grzecznym dziewczynkom zdarza się czasem do szkoły nie dotrzeć. Czasem nawet w planach mają odpuścić sobie nie dzień, lecz, och jakież szaleństwo, dwa. Na podreperowanie gardła i psychiki. Z tą drugą gorzej, wręcz krzyczy o słoik nutelli. Mając jednak w pamięci jak krótki był żywot poprzedniego... Pojawił się bowiem w niewłaściwym miejscu o niewłaściwym czasie i spotkał go dość smutny los - jego zawartość zniknęła w żenującym dla mnie czasie 3 dni (tak, rekord; tak, palcem). Pan Doktor od Gardła próbował dziś ukrócić moje dzieciństwo, subtelnym przekazem 'rocznik 93? to nie do mnie, ja jestem pediatrą, do widzenia'. Pani z rejestracji przekonała go jednak, że jak nie mam skończonych 18 (a wyglądam tak btw na 14 w porywach 16) to jednak wypadałoby mnie nie wyrzucać za drzwi. Poza tym otumaniam się serialami i mierzę się z myślą, że trzeba by otworzyć jakąś książkę, albo zrobić zadanie... Ale nie, nie chce mi się. Mój umysł tymczasowo zamknięty jest na wiedzę. i na wiele innych spraw Julia PS. Mamita wyraziła zgodę na imprezę w piątek, o ile będę się dobrze czuła. Może to by mi poprawiło nastrój...? Pozostaje jednak kwestia stroju - motyw przewodni lata 70/80 - ma ktoś jakieś (normalne) pomysły?
środa, 31 sierpnia 2011
Do poprzedniej notki - sok był również na parapecie i firance. Co prawda nie przebija kawy na suficie pokoju siostry (dłuuuga historia), ale i tak - efekt niezły. Wizyta u lekarza dość... dziwna. Rozmowa po spirometrii: - Dobrze się czujesz? - Tak. - Na pewno? Bo wyniki masz bardzo słabe. Zostałam zrugana za niewymienienie pościeli na hipoalergiczną (hypoalergiczną?) i znów strasznie kusiło mnie by powiedzieć, że nie wierzę w alergię - przynajmniej wątpię żeby to ona rozwalała mi zatoki. [trzygodzinna przerwa w pisaniu notki na scrabble podczas której zdążyłam zapomnieć co chciałam napisać] Na stronie szkoły pojawił się nowy plan lekcji. Już teraz wiem, że w nowym roku pokocham piątki (4 lekcje do 11.45). Poza tym okazało się, że zmieniono nam p. prof. od matematyki, na którą klasa narzekała, na taką, od której oczekuje cudu (tzn. przygotowania ich do matury). Tylko raz w tygodniu będę siedzieć do 9 lekcji (etyka, wiadomo). A w temacie szkoły jeszcze... po pierwsze zastanawiam się jakim cudem dotrę tam na 8 na rozpoczęcie (teleportacja?), a po drugie... ja naprawdę nie mam się w co ubrać. Tzn. nie mam bluzki, bo ze spódniczką i butami już jest ok. Wyjątkowo nawet przypomniało mi się o możliwym niedoborze w temacie rajstop wcześniej niż 10 minut przed wyjściem. Bez ładu i składu, ale nie oczekujcie dziś ode mnie myślenia. wciąż wakacyjna Julia |
Zakładki:
Autorka szablonu
Czytam
Moje
Tagi
![]() | |||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||