18 lat, zbyt wiele marzeń, planów, wspomnień. próba uporządkowania życia po tym jak wszystko się w nim zawaliło. pamiętnik licealistki, która nie wie czego chce, ale wciąż tego szuka.

Wpisy z tagiem: matura

środa, 09 maja 2012

Ok, to ja tak tylko na chwilkę. Polski - zdany, i tyle w tym temacie. Matma - spodziewam się od 84 do 96% (bo nie pamiętam sporej części odpowiedzi). Ustny angielski - 100% (genialny jest ten sposób oceniania). Jutro pisemny. Macie święty obowiązek trzymać kciuki! I za moją prezentację na ustny polski, która wciąż jeszcze nie powstała. 

Julia

Tagi: matura
20:03, juzia93 , codzienne
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 30 kwietnia 2012

Co robi Julia zamiast przygotowywać się do matury z polskiego:

a) pracuje

b) śpi

c) spotyka się ze znajomymi (to dziś)

d) robi zakupy

e) sprząta (nawet to!)

f) gra w różne bezsensowne gierki

g) ogląda seriale

h) patrzy się na kota

i) je jak nienormalna

j) rozmawia godzinami przez telefon

k) leży podziwiając sufit

l) tudzież ścianę

m) pisze bezsensowną notkę na bloga

n) planuje, że zacznie się uczyć

o) złości się, że się nie uczy

p) gada o tym, że nie zda matury

r) naprawdę martwi się, że nie zda matury

s) siedzi na fb

t) sprawdza czy przypadkiem nie ma czegoś nowego na kwejku

u) sprawdza czy na którymś z blogów nie pojawiła się nowa notka

w) sprawdza maila, również klasowego, nie wiadomo po co

y) martwi się faktem, że podczas matur chyba zaczną u niej w bloku wymieniać rury

z) nic

Julia

PS. lista jest oczywiście niepełna, zapomniałam np. dodać, że myślę jeszcze ciągle o mojej prezentacji na ustny polski zamiast ją zrobić


czwartek, 26 kwietnia 2012

No i jutro... wielki koniec. Będziemy płakać? Nie mam pojęcia. Jedno jest pewne - będzie dziwnie.

 

Zbrodnię i Karę skończę czytać przed pójściem spać - zostało mi jakieś 10 stron, dość usypiających. Nie mówię oczywiście, że książka jest zła (wręcz przeciwnie, podobała mi się bardzo), ale pod koniec czuję się już troszkę nią zmęczona. Myślę sobie za to, że skoro tak dobrze mi poszło, to może nadrobię jeszcze Pana Tadeusza? Wtedy z nieprzeczytanych pozostałby mi już tylko Potop (a dokładniej 1/2 tego koszmaru). Tak serio to czuję, że najlepiej by było przeczytać wszystkie lektury jeszcze raz. Ale to chyba musiałabym nie spać aż do samej matury. A wolę raczej skorzystać z tego, że stres mnie jeszcze nie zeżarł i jestem w stanie przesypiać noce w miarę spokojnie.

 

Przeraża mnie może tylko troszkę na jakim poziomie utknęła moja prezentacja na ustny polski (wolicie nie wiedzieć).

 

Jakbyście już chcieli zaplanować sobie kiedy macie trzymać kciuki po majówce, to ogłaszam, iż:

4 maja będę się męczyć z maturką z naszego pięknego języka ojczystego

8 zmierzę się z Królową Nauk

9 odwalę coś w tym stylu (jak tylko wejdę na salę po wypytaniu wszystkich przed nią czy są pewni czy mówi się ON czy IN the picture)

10 zapomnę kiedy piszemy Yours Faithfully a kiedy Sincerely

16 wpadnę w depresję, że nie wyrobiłam się z prezentacją i nie zdałam matury

 

tak w skrócie

Julia

środa, 14 marca 2012

Nie taki konspekt straszny jakim go malują. Mój jest już z grubsza ogarnięty. Klątwę murowanego niepowodzenia zdjęła z niego pani z działu informacji Biblioteki Pedagogicznej, która w ciągu kilku minut wyszukała mi artykuły i książki do literatury przedmiotu o wiele bardziej przydatne niż wszystko co sama wcześniej znalazłam. Dzięki temu wystarczyło poświęcić odrobinę czasu (2 godziny) na siedzenie w czytelni narażając się na atak alergii na roztocza ('o boże, masz całą czerwoną twarz') i właściwie 70% pracy odwalone. Teraz tylko zebrać to w logiczną całość i się nauczyć, ale powiedzmy, że to już raczej bliżej maja.

Sprawdzianowe szaleństwo wciąż trwa, ale powiedzmy, że już niedługo. Lista przedmiotów, z których zostało mi coś jeszcze do zaliczenia stopniowo się kurczy, jedynie angielski trzyma się mocno ze średnią ok. 3 sprawdzianów na 2 tygodnie (ciągle). Naiwne rojenia o pasku na świadectwie już wsadziłam między bajki - zapowiada się na średnią 4,5, lub coś koło tego. Ujdzie.

Jestem w jakimś takim jakby stanie zawieszenia - wciąż nie dociera do mnie, że już niedługo koniec. Kiedy przez 12 lat rytm życia wyznaczała szkoła nierealne zdaje się by mogło być inaczej.

A tak poza tym to zdycham przez niekończący się katar i nie umiem pozbyć się z głowy poniższej piosenki.

coś miłego poproszę

Julia

PS. tytuł odnosi się do zadań z podręcznika z j. angielskiego z rodzaju "napisz biografię swojego ulubionego pisarza (120 - 150 słów)"

czwartek, 08 marca 2012

Niektórzy by chcieli notkę. A wiecie czego ja bym chciała? Żeby już było po maturach. Chcę już tej słodkiej wolności, którą zmarnotrawię na filmy, seriale i postanawianie, że poszukam sobie pracy.

A tymczasem...

Poprzedni tydzień spędziłam w domu. Bo niby choroba. Więc zdrowiałam. Bo jeszcze nie widziałam Gwiezdnych Wojen. Więc zobaczyłam. I teraz chcę więcej. 18 lat żyłam w przekonaniu, że nie jara mnie science fiction, a teraz jęczę, że 6 części to za mało.

Teraz, w ramach kontynuowania łapania ważnych kontekstów kulturowych, oglądamy z siostrą Star Treka (filmy, choć przeczuwam, że na tym się nie skończy). Te części, które do tej pory obejrzałam mają to do siebie, że przez 3/4 czasu myślisz sobie 'nic szczególnego, czemu ja to wgl oglądam?' tylko po to żeby pod koniec stwierdzić, że film ci się podobał.

Są różne sposoby radzenia sobie ze stresem przedmaturalnym.

W przyszłym tygodniu nie spodziewajcie się jeszcze raczej powrotu regularnych notek. Czekają mnie bowiem 3 sprawdziany z angielskiego, po jednym z geografii i historii oraz konieczność wyczarowania w ramach wytworu planu wypowiedzi na ustną maturę z polskiego. Jeśli chodzi o to ostatnie to póki co utknęłam na etapie rozczarowania wszechświatem, niechęci do pracy i rozgoryczenia, że nie zmieniłam sobie tematu.

W pokoju bałagan przeogromny (tak wgl to znowu sobie przemeblowałam trochę), w mózgu jeszcze gorszy, a zapału do uporządkowania tego wszystkiego brak.

Mój mężczyzna jeśli chodzi o obchody Dnia Kobiet spisał się doskonale. Goździki. Goździki. Goździki. Lubię goździki.

may the force be with me

Julia

sobota, 11 lutego 2012

Tak jak się spodziewałam ferie gdzieś mi umknęły. Zrobiłam może 1/10 z tego co zaplanowałam, co oznacza, że i tak w zasadzie więcej niż można by się po mnie spodziewać.

Przeczytałam kilka książek (3,5 póki co), maniakalnie grałam w scrabble, postawiłam pierwsze kroki na lodzie. Jazda na łyżwach traci wiele w temacie gracji kiedy to ja ją wykonuję.

W kuchni szło mi koszmarnie - ostatnio potrafię zepsuć nawet swoje popisowe banalne potrawy. No, może tamte naleśniki z czekoladą, żurawiną i bitą śmietaną były niezłe, ale powiedzmy, że wtedy starałam się bardziej.

Nieudolność w związkach międzyludzkich vs. Julia, starcie kolejne, 3:0 (dobra, zaniżyłam trochę wynik po stronie nieudolności, nie chcę się dołować jeszcze bardziej).

Poza tym: seriale, seriale, seriale. W Skins zgodnie z tradycją ktoś umarł, Grey's Anatomy wkręca mi się na nowo, Gossip Girl przekracza wszelkie normy odtwarzania jednej i tej samej sceny w kółko w różnych wariantach (B: C. kocham cię, ale nie możemy być razem, bo {wstaw coś niedorzecznego jak np. weszłam w układ z Bogiem i jeśli zostawię L. to coś ci się stanie}). Pozostałe, albo trzymają swój poziom, albo stawiają pod coraz większym znakiem zapytania sens oglądania ich. W ramach płodozmianu, skoro już wrzuciłam Bomb Girls na stałą listę, coś chyba będzie musiało z niej polecieć.

Szukam frajera, który napisze za mnie prezentację maturalną i/lub podając się za mnie wygłosi ją w maju.

Julia

czwartek, 05 stycznia 2012

Czwartek stał się piątkiem.

Ciasto wyszło okropne (paniom z blogów zawsze wszystko wychodzi piękne, smaczne i fotogeniczne). Na szczęście zużyłam do niego tylko połowę słoiczka nutelli, mogę się pocieszyć drugą połową.

Nastrój nie jest zbyt dobry.

Ludzie wkurzają się na mnie za to, że (oh jak słabą istotą jest człowiek) odwalam im takie akcje jakie oni mi. Albo, co gorsza, nie podporządkowuję się ich woli. Mam mieć uczucia i swoje zdanie, ale tylko jeśli jest łatwe do zaakceptowania.

W niedzielę idę do teatru popatrzeć jak poskramiają złośnicę. Przydałby mi się osobiście jakiś poskromiciel.

Ekscytacja studniówką coraz bardziej opada, większość z nas chce mieć to zwyczajnie za sobą. Rzygamy sukienkami, fryzjerem i podwiązkami. Tę imprezę wymyślono chyba jako sabotaż przygotowań do matury - zamiast się uczyć (no, dobra, i tak byśmy tego nie robili, ale ćś, narzekam sobie) martwimy się pierdołami.

Sylwester nie był imprezą życia, choć zapowiadało się świetnie.

Po maturze przydałby się jakiś wyjazd. Wiecie, parę dni na łonie natury, albo w jakiejś równoległej rzeczywistości. Żeby nie myśleć o studiach, pracy, dorosłości, odpowiedzialności i innych takich przyprawiających o odruchy niezbyt estetyczne. Jakieś propozycje miejsca?

Julia

niedziela, 11 grudnia 2011

Rozrywki dnia wczorajszego trzeba odpokutować dzisiaj. No bywa. Ferdydurke już dokończyłam czytać, machnęłam sobie wypracowanie na polski i notatki na sprawdzian z angielskiego (że się ich nauczyć jeszcze powinnam to lepiej nie mówić), teraz czas ogarniać wstępną wersję prezentacji maturalnej tzn. wytwór z polskiego.

Miałabym to wszystko za sobą wcześniej gdybym nie spędziła stanowczo zbyt dużo czasu na przeglądaniu sklepów internetowych w poszukiwaniu potencjalnej sukienki na studniówkę - znalazłam jedną, która zdaniem Bee i A. zwanej D. nie wpisuje się w klimat imprezy i powinnam dać sobie z nią spokój, ale... Ale nie umiem. Jest stanowczo za ładna, zbyt oryginalna i o dziwo D. zgodził się ze mną co do przypuszczenia, że to może być TA kiecka. Wyróżniałaby się i nie wyglądałabym w niej jak mała dziewczynka, która włamała się mamie do szafy (jest taka tendencja, że dziewczyny na studniówkach strasznie się postarzają ciuchami i tapetą, a jeśli mają typ urody, który im na to nie pozwala, kończą wyglądając jak tzw. stare malutkie). Co więcej, są szanse, że może wykrzesałaby nawet troszkę kobiecości z mojej dość kłopotliwej figury (nie, nie przestanę narzekać, naoglądałam się dziś zbyt dużo pięknych sukienek z bardzo niedobrymi dla mnie dekoltami).

Eh, Makbet wg. Kurosawy mnie wzywa, więc znikam.

dostałam czekoladki. kończą się. oj niedobrze...

Julia

czwartek, 24 listopada 2011

Ktoś chciał notkę, więc piszę.

Przez ostatnich kilka dni żyłam oczywiście tymi pseudo próbnymi maturami. Podobno są łatwiejsze i to całkiem możliwe, bo z matmy będę miała chyba > 80%, z polskiego (jeśli p. prof. nie spali mojej kartki zobaczywszy straszliwy błąd jaki zrobiłam w wypracowaniu) też nie powinno być źle, z angielskiego mam dobre przeczucia wobec wszystkiego poza częściami pisemnymi - zupełnie nie mogłam się skupić na tym co piszę, paradoksalnie przez brak stresu.

Poza tym wiatr wieje, plecki bolą a czekolady zawsze za mało.

Julia

poniedziałek, 26 września 2011

W szkole byłam. Na lekcjach. Takich z książkami, zeszytami i całą resztą, kojarzycie. Chyba nawet coś notowałam. Tylko za nic nie mogę sobie przypomnieć co.

Pamiętam tylko ciastka owsiane, jogurt ymm... brzoskwiniowy, grzanie ucha na schodach i ćwiczenia fizyczne na hiszpańskim. Ah, no i że G. wziął sobie do serca uwagę, że ładnie mu w niebieskim.

Właśnie się dowiedziałam, że jutro wypełniamy deklaracje maturalne. Fajnie.

Julia

 
1 , 2
| < Maj 2012 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
  1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31      
Tagi
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Gry Online
Fight World Hunger