Wpisy z tagiem: scrabble
wtorek, 10 stycznia 2012
Hmm... to o czym by tu... Nie o studniówce, bo ten temat już wybitnie mi się przejadł. O szkole nic ciekawego też raczej nie mam do napisania - ot, nudy, sennie i niekończąca się inwencja grona pedagogicznego w temacie uprzyjemniania naszej egzystencji. Hmm... Oficjalnie mogę zdiagnozować u siebie (jak również u mojego cudownego mężczyzny) silne uzależnienie od scrabbli. W moim przypadku motywowane faktem, że częste wygrywanie sprawia mi dużo przyjemności i ogólnie pochwalam wszelkie inicjatywy odciągające mnie od nauki, w jego natomiast chęcią przypomnienia mi co to znaczy porażka (przyzwyczajony, że w wielu sprawach nade mną góruje ciężko znosi moje zwycięstwa, zwłaszcza, że ich natężenie jest ostatnio dość imponujące). Jutro robię drugie podejście do odbioru dowodu - w poniedziałek oczywiście jeszcze go nie było, a jak już chyba wspominałam, troszkę mi się spieszy. Przy tej okazji chciałam zauważyć pewien zabawny fakt. Otóż, zapewne mając na uwadze komfort petentów, urząd mojego miasta zapewnił nam specjalnego pracownika odpowiedzialnego tylko i wyłącznie za wydawanie dowodów osobistych. Ma swoje okienko, biurko i komputer i zapewne kupę roboty z wymienianiem świstków na plastik. Można by zrozumieć gdyby w skład jego kompetencji wchodziło jeszcze przyjmowanie wniosków, ale nie, od tego są dwie inne osoby. Albo gdyby moje miasto było jakieś ogromne i miało nieprawdopodobnie dużą liczbę mieszkańców z tendencją do ciągłych przeprowadzek - wtedy zatrudnienie mniejszej liczby osób mogłoby ewentualnie, przy wyjątkowo niekorzystnym wietrze, doprowadzić do tego, że przed złożeniem wniosku trzeba by odczekać 2 minuty w kolejce. Na szczęście jednak nasi przezorni urzędnicy zadbali o to by uniknąć niemożliwego, dokonując równocześnie wspaniałego wkładu w zmniejszanie bezrobocia. :zachwyt: Eh, padam, a tu jeszcze trzeba koty z łóżka wygonić (uparcie co wieczór kładą się u mnie licząc, że pozwolę im zostać - tak jest od soboty/niedzieli kiedy to nocowałam poza domem i kociaki urządziły sobie w tym czasie w moim pokoju dziką imprezę). I właściwie to może by się na coś pouczyć... Nie, to chyba nie. Może rano? puff Julia
środa, 14 grudnia 2011
Stosunkowo udany dzień w szkole należy uczcić. Najlepiej złojeniem tyłka swemu chłopcu w scrabblach. Pisać mi się nie chce, za to możecie popatrzeć.
Julia
poniedziałek, 22 sierpnia 2011
Wcale nie myślę o tym ile dni zostało do rozpoczęcia roku. Ani o tym, że nie mam książek. I co włożyć tego strasznego dnia (też nie mam, ale przecież o ty mnie myślę). Bo jestem normalna i mam gdzieś szkołę. Prawie się nabraliście, co? A. zwaną D. zła, brzydka Anglia wypluje dopiero za 9 dni, szanse, że się zobaczymy będą pewnie dopiero za 10. Jeśli zaś dopiero 1 września to będę zmuszona urządzić żenującą scenę na szkolnym korytarzu z rodzaju "iiiiiiiiiii! tak strasznie za tobą tęskniłam! nareszcie jesteś!". Nawet się rozpłaczę, a co mi tam. (słyszysz mała? narobię ci wstydu jak się nie postarasz!) Temat szkoły przywołałam, gdyż się do niej dziś wybieram w celu wyrobienia legitymacji / dostania zaświadczenia, że takową zgubiłam i że panowie kontrolerzy biletów mają się odczepić, bo ulgowy mi się należy (tak jakby mój wygląd 14latki nie wystarczył). Może spotkam się też z D., może nie - trzy dni niewidzenia się to byłby chyba rekord tych wakacji (takie już z nas obrzydliwie słodkie zakochańce). Już po pierwszych kilku minutach ostatniej kłótni nie miałam pojęcia o co w niej chodziło. Najbardziej chyba o nagromadzenie we mnie złej energii - urodziny taty, utrata portfela, zbliżająca się szkoła, zbliżający się spóźniony jak zawsze okres oraz notoryczne przegrane w scrabble. To ostatnie może się wydawać sprawą dość błahą, ale dotychczas to ja zwykle wygrywałam (lub było prawie po równo z moją lekką przewagą) i czułam, że jest choć jedna rzecz, w której jestem lepsza. Na początku jak zaczynaliśmy grać różnica poziomów była znaczna (choć doświadczenie podobne), ale widać grając ze mną się wyrobił no i... uczeń przerósł mistrzynię. Wczoraj już na szczęście odwróciłam złą passę, ciekawe na jak długo. Moim problemem jest to, że póki wygrywam jest świetnie, lecz przegrane pozbawiają mnie pewności siebie w grze, za dużo kombinuję i doprowadzam do kolejnych porażek - coś jak Ding Junhui we wcześniejszej fazie kariery, jeśli wiecie co mam na myśli. miłego dnia Julia
czwartek, 12 maja 2011
Nadszedł moment przekazania nam ocen ze sprawdzianu z TI. Sprawdzian polegał na wykonaniu zadań z excela na komputerze - punktację i ocenę p. prof. zapisywał na kartkach przez nas przygotowanych. Rozdawał więc dziś te kartki, odczytując przy okazji na głos niektóre oceny. Wręczając kartkę W. pochwalił ją za 6, po czym podszedł do mnie, posłał mi ciężkie do zinterpretowania spojrzenie, które w przypływie optymizmu uznałam za pozytywne, lekko zdziwione. Zdziwienie było, owszem, ale moje kiedy to na swoim 'sprawdzianie' ujrzałam wielkie i soczyste ndst. Z bijącym sercem sprawdziłam nazwisko. Zgadzało się. Klasę i inne takie. Również. Przeliczyłam punkty. No niby też. Następne 30 minut spędziłam w stanie, który określiłabym jako coś pomiędzy załamaniem a szokiem. Wiedziałam, że nie wszystko poszło mi dobrze (dwie formuły za nic nie chciały wejść, byłam zbyt rozkojarzona), ale żeby... 1? Po podyktowaniu notatki p. prof. podszedł do mojego stanowiska w celu wyjaśnienia co zawaliłam. Otwieramy pliki, przeglądamy... I nagle się okazało, że jednak wychodzi mi 4 (14 punktów różnicy między ilością zapisaną na kartce a tą jaka wyszła po ponownym sprawdzeniu - oj tam, oj tam).
Poza tym mieliśmy jeszcze dzisiaj standaryzację z matmy - odniosłyśmy z A. zwaną D. wrażenie, że szczególnie trudne to to nie było, no ale... zobaczymy. Już wiele razy było tak, że myślałam, że poszło mi świetnie a tu jednak...
Po szkole pojechałam do D., który to był dziś 'ciężko chory i cierpiący' co uniemożliwiło mu pójście do szkoły. Ogólnie to było ok, chociaż po różnych moich przeżyciach dzisiejszych byłam lekko (czyt. bardzo) drażliwa. Ale przynajmniej w scrabble wygrałam i równowaga wszechświata została przywrócona (jak by ktoś nie wiedział to w tym wieku na randkach się gra w planszówki a nie jakieś tam zbereźne rzeczy wyprawia, no ^^). gofry zawsze spoko Julia |
Zakładki:
Autorka szablonu
Czytam
Moje
Tagi
![]() | |||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||