Wpisy z tagiem: dół
środa, 04 kwietnia 2012
Z konieczności zabrałam się dziś za sprzątanie pokoju. Tak, bo idą święta, a przecież nic tak nie psuje świątecznej, rodzinnej atmosfery jak kurz w najdalszym kącie najrzadziej używanej szuflady. Zostawszy sam na sam ze ścierką, płynem i podejrzanie niewielkim bałaganem (serio, to nie jest normalne) układałam sobie w głowie dzisiejszą notkę. Rezultat moich refleksji był jednak katastrofalny - zapowiadało się na denną notkę z rodzaju 'rzygam już własną przeciętnością; nie nadaję się do tworzenia normalnych relacji międzyludzkich; przyszłość maluje się w ciemnych barwach; ciekawe dla ilu osób jestem już tylko dziewczyną swojego chłopaka; o boże jakie życie jest straszne'. Oszczędzę wam jednak czytania tych wszystkich bzdetów. Zamiast tego pochwalę się, że w niedzielę, 3 dnia pracy, serwując klientom piwo teleportowałam je z tacy na stół w tak magiczny sposób, że obydwie szklanki nie uszły z życiem, a znajdujący się w nich uprzednio jasny płyn zalał wszystko co tylko się dało. Klienci byli jednak bardzo wyrozumiali i zamiast mnie opieprzyć (m.in. za zalane ciuchy) zdobyli się nawet na żarty z zaistniałej sytuacji. Po raz kolejny los mi udowodnił, że może i rozumu mi brak, ale szczęścia wręcz przeciwnie. Jakaś taka koślawa ta notka. Wybaczcie. Julia
niedziela, 19 czerwca 2011
Czasem nadchodzi taki moment, że choć znów namieszałam potwornie, nie mam już sił przepraszać i ganiać się byle tylko wszystko naprawić. Poukłada się, albo nie... czuję, że i tak nie mam na to wpływu. Mój los nie jest w moich rękach. To się chyba nazywa bezsilność. Skupię się raczej na sobie, na tym żeby się jakoś pozbierać. Oglądam przegadane filmy - dla takich właśnie chwil powstały Dwa dni w Paryżu (zakochuję się w Julie Delpy, a raczej odnawiam fascynację po Przed zachodem słońca) i Rozmowy z innymi kobietami. Spędzam długie minuty podziwiając niedorzecznie pomarańczowy lakier na paznokciach, który jakoś niespodziewanie komponuje mi się z całkiem zadowalającą opalenizną. Pod ręką mam czekoladę. Gęstą, mleczną, uruchamiającą fabrykę wymuszonego szczęścia. Jutro pewnie znów nie pójdę do szkoły (ostatni raz byłam we wtorek, teraz to i tak już kompletnie bezcelowe) - pole magnetyczne generowane przez łóżko nie pozwoli mi odejść. W środę zmuszę się by wyjść, spędzę koszmarne pół godziny zastanawiając się w co się ubrać i stwierdzając, że w niczym nie wyglądam dobrze, a tak w ogóle to przecież miałam ćwiczyć. A od czwartku... Tak, w czwartek wezmę się za siebie. Zdecydowanie. Będę biegać, pływać, katować się A6W czy co tam mi do głowy przyjdzie. Tymczasem pogniję sobie jeszcze w pokoju walcząc ze sobą by nie zadzwonić, nie napisać... Kolejny raz. Już nie. tęskniliście? Julia
piątek, 05 lutego 2010
|
Zakładki:
Autorka szablonu
Czytam
Moje
Tagi
![]() | |||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||