Niektórzy by chcieli notkę. A wiecie czego ja bym chciała? Żeby już było po maturach. Chcę już tej słodkiej wolności, którą zmarnotrawię na filmy, seriale i postanawianie, że poszukam sobie pracy.
A tymczasem...
Poprzedni tydzień spędziłam w domu. Bo niby choroba. Więc zdrowiałam. Bo jeszcze nie widziałam Gwiezdnych Wojen. Więc zobaczyłam. I teraz chcę więcej. 18 lat żyłam w przekonaniu, że nie jara mnie science fiction, a teraz jęczę, że 6 części to za mało.
Teraz, w ramach kontynuowania łapania ważnych kontekstów kulturowych, oglądamy z siostrą Star Treka (filmy, choć przeczuwam, że na tym się nie skończy). Te części, które do tej pory obejrzałam mają to do siebie, że przez 3/4 czasu myślisz sobie 'nic szczególnego, czemu ja to wgl oglądam?' tylko po to żeby pod koniec stwierdzić, że film ci się podobał.
Są różne sposoby radzenia sobie ze stresem przedmaturalnym.
W przyszłym tygodniu nie spodziewajcie się jeszcze raczej powrotu regularnych notek. Czekają mnie bowiem 3 sprawdziany z angielskiego, po jednym z geografii i historii oraz konieczność wyczarowania w ramach wytworu planu wypowiedzi na ustną maturę z polskiego. Jeśli chodzi o to ostatnie to póki co utknęłam na etapie rozczarowania wszechświatem, niechęci do pracy i rozgoryczenia, że nie zmieniłam sobie tematu.
W pokoju bałagan przeogromny (tak wgl to znowu sobie przemeblowałam trochę), w mózgu jeszcze gorszy, a zapału do uporządkowania tego wszystkiego brak.
Mój mężczyzna jeśli chodzi o obchody Dnia Kobiet spisał się doskonale. Goździki. Goździki. Goździki. Lubię goździki.
may the force be with me
Julia