Rozmawiałam z D., o blogu. Że jaka to szkoda, że go tak porzuciłam, bo miałam (jego zdaniem) sporo czytelników i w ogóle. Ja na to, że to jakoś mało prawdopodobne skoro gdy pisałam to byli tak że ich nie było (inaczej nie da się tego powiedzieć).
D.:
może to po prostu taki syndrom... e, wybacz za porównanie, kompotu u babci
22:38:43
ja osobiście nie jestem fanem i mi to zwisa jak sobie jest
22:38:52
ale jak nie ma to kurcze, zaczyna mi jakby czegoś brakować
22:39:09
może nie byli to najaktywniejsi czytelnicy
22:39:29
ale miałaś jakieś tam miejsce w ich głowach
22:39:39
eh, nie umiem metafor dawać
22:39:44
albo jak teleranek!
Tak więc, dla tych, co tęsknili za kompotem: 'dobra' wiadomość - powróci (do momentu aż mi się nie znudzi). Tak samo paskudny jak zwykle (osobiście kompot znam tylko z przedszkola oraz Wigilii i z a w s z e był tak samo obrzydliwy), ale jednak.
Oczywiście robię to dla siebie, nie ze względu na sugestię tego osobnika rodzaju męskiego, który od 7 miesięcy dostępuje zaszczytu przemierzania ze mną szkolnych korytarzy trzymając się za rączki (i na tym mniej/więcej jego zaszczyty się oczywiście kończą).
do jutra. chyba że siebie i was właśnie okłamuję
Julia