Wpisy z tagiem: taniec
czwartek, 03 listopada 2011
Istnieję. Trochę ciszej i jakby z mniejszym zainteresowaniem, ale wciąż. Nie da się tego ukryć. W szkole powiedzmy, że jest ok. Szykuje się co prawda pierwsza porażka ocenowa - pamiętałam, że ma być sprawdzian z hiszpańskiego, nawet planowałam się na niego pouczyć, ale kiedy dziś rano dziewczyny oświeciły mi, że to już dziś... Hmm... szanse były niewielkie, biorąc pod uwagę fakt jak ostatnio olewam ten przedmiot. No ale trudno, zwykle tego typu porażki jedynie motywowały mnie do wzięcia się w garść - oby i tym razem tak było. Dziś na wfie zaczęłyśmy naukę poloneza - wszystko spoko, dopóki nie zerknę, głupia, na osobę tańczącą przede mną i nie dam się wprowadzić w błąd. Póki co w charakterze partnera do dyspozycji miałam A. zwaną D. (+ jej focha, że zawsze musi w tańcu odgrywać rolę faceta mimo posiadania ewidentnie większych cycków) - ciekawe jak to będzie kiedy przyjdzie mi tańczyć z moim absolutnie fantastycznym, aczkolwiek nieraz irytującym w bardzo prozaicznych sytuacjach, chłopcem. Bardzo ciekawe. Poza tym stopniowo wyrabiam sobie nawyk czytania w autobusie. Moja trasa dom-szkoła nie należy do najciekawszych, słuchawek do telefonu już dawno nie posiadam, więc czymś zająć się trzeba. Aktualnie z braku obowiązkowych lektur (dopiero co uporałam się z Granicą, zanim ją omówimy miną wieki) zabrałam się za 2 tom książki "Czerwone i czarne" Stendhala - trochę z ciekawości ile pamiętam z pierwszego, który, jeśli mnie pamięć nie myli, czytałam w gimnazjum. Bo to było tak, że jak przeczytałam pierwszy to w bibliotece brakowało następnego a potem jakoś tak zapomniałam i przypomniało mi się dopiero niedawno, ale mimo upływu czasu okazuje się, że pamiętam nawet sporo (pomijając nazwiska, ale z tymi mam zawsze problem). Na tę chwilę to niemal wszystko. zasadniczo zbyt często ostatnio śnią mi się koledzy z klasy Julia PS. Coraz częściej ludzie przypominają mi o tym ile lat skończę w grudniu. A ja coraz bardziej nie wierzę.
sobota, 17 września 2011
Wśród chłodu wrześniowego poranka, przez mgłę niczym z "Jądra ciemności", przebijają się dwie postacie - kobieca i męska. Obydwoje młodzi, spowici w ciemne ubrania, skrywają dłonie w kieszeniach. Na ich twarzach maluje się nieprawdopodobne zmęczenie, jak gdyby przez długi czas nie było dane im zaznać snu. Jakby nieprawdą było, iż jeszcze kwadrans wcześniej błądzili po krainie marzeń i koszmarów. Z jej ust wypływają wartkie potoki słów pozbawionych znaczenia, nawet jeśli wyrażają zmartwienie faktem, iż on, zbyt lekko jak na panujące warunki atmosferyczne odziany, marznie z jej winy. Jej sumienie szybko zostaje jednak ukojone zapewnieniami, iż mężczyzna nie obwinia jej za to. Mijając kolejne uśpione domostwa, kierują się ku opustoszałej drodze, odprowadzani szczekaniem psów i spojrzeniem małego czarnego kocięcia skulonego przy jednym z płotów, mających stanowić granicę między rodzinną prywatnością a życiem publicznym. Celem ich wędrówki jest samotny przystanek - odjadą z niego razem, niewielkim żółtym autobusem, w którym zmuszeni będą niechętnie się rozdzielić. Jedynym co osładza im ból rozłąki jest wizja powrotu do swych przytulnych, ciepłych mieszkań i własnych łóżek, które zadadzą kres zmęczeniu. Gdy pojazd przystaje i otwiera przed nimi drzwi, wsiadają nie oglądając się za siebie. Tak dziś rano wracałam z D. z wczorajszo-dzisiejszej imprezy, która wypadła dość hmm... średnio. Bywały momenty naprawdę świetne, lecz również takie, w których zastanawiałam się co ja tam właściwie robię. Na plus oczywiście, że pozostałam wierna sobie i nie 'odpłynęłam'. No i tańczyło się fajnie - rzadko to robię i jeszcze dość marnie, ale chłopcy byli wyrozumiali (Ch. królem parkietu, któż by się spodziewał). Próbowałyśmy z dziewczynami nauczyć B. ruszania biodrami podczas tańca, momentami nawet nie szło mu to tragicznie. W trakcie 'nauki' wręcz zabił mnie tekstem: "jak robisz takiego snake'a to się czuję jakbym był w Slytherinie". Z D. też się oczywiście sporo pobujaliśmy. Najbardziej godne zapamiętania będzie jednak Careless Whisper, podczas którego okazało się, że jakoś nie wiadomo skąd znam cały tekst i po właściwie przyrządzonym drinku bardzo chętnie go śpiewam wtulona w silne męskie ramiona (we własnych uszach brzmiałam wtedy fantastycznie, D. dyplomatycznie utrzymuje moją wersję). Przy okazji muszę powiedzieć, że o ile przy takich właśnie 'starociach', nie ważne gdzie i z kim, zawsze mogę się świetnie bawić, to jeśli chodzi o aktualne hity... zupełnie nie dają rady. O tym co mi się nie podobało może nie będę się rozpisywać (jednej osobie będę miała co nieco do powiedzenia, ale poza tym to wszystko nieistotne). Najważniejsze, że solenizant sprawiał wrażenie zadowolonego i obyło się bez dramatów. Prezenty chyba też mu się spodobały - co tam płyta, bilet na koncert, gumowy chiński osioł przebił wszystko. Przy okazji po raz kolejny wyszło jak słabo zapamiętuję ludzi. Imion kolegów gospodarza imprezy, których wtedy dopiero poznałam, nie pamiętałam już w chwilę po tym jak je wypowiadali. Powtórnie przedstawiłam się Z. od K., którą miałam już raz okazję spotkać i to całkiem niedawno, bo miesiąc temu - i nie jest to pierwsza taka moja wpadka. Może to troszkę kwestia tego, że często ktoś zostaje mi przedstawiony a potem nie zamieniamy ze sobą ani słowa i zwyczajnie jakoś wymazuje mi się z pamięci. Z zapamiętywaniem z wyglądu to też różnie bywa - albo ktoś mi mignie tylko przez chwilę, albo zwyczajnie wygląda potem inaczej (Z. np. zapamiętałam jako niewysokie dziewczę dobrze prezentujące się w bikini, więc usprawiedliwiam się, że mogło mi zająć chwilę skojarzenie utrwalonego jej obrazu ze stojącym przede mną, wystylizowanym na lata 70/80). Tak właściwie to tyle na dziś. jaki krótki ten weekend Julia |
Zakładki:
Autorka szablonu
Czytam
Moje
Tagi
![]() | |||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||