18 lat, zbyt wiele marzeń, planów, wspomnień. próba uporządkowania życia po tym jak wszystko się w nim zawaliło. pamiętnik licealistki, która nie wie czego chce, ale wciąż tego szuka.

Wpisy z tagiem: teatr

poniedziałek, 16 stycznia 2012

No niech wam będzie. O studniówce słów kilka.

Nie zawaliłam poloneza.

Oficjalne zdjęcia klasowe były robione bez sensu.

DJ marny.

Nasz stół miał dobrą lokalizację jeśli chodzi o oddalenie od grona pedagogicznego, ale tragiczną jeśli chodzi o jedzenie.

Żadna dziewczyna nie miała takiej sukienki jak ja.

Nauczyciele śmiesznie tańczą. Szczególnie ci bardziej "radośni".

K. przed polonezem z p. prof. był kłębkiem nerwów, po wyglądał jak ofiara wypadku w ciężkim szoku.

Już przed wyjściem zaczęło mnie męczyć oko, z czasem do kłucia doszedł ból i ostatecznie podczas imprezy spędziłam gdzieś z 2,5h próbując wypłakać to coś co mi do niego wlazło. W międzyczasie zdążyłam się już załamać, próbować wezwać transport do domu (a nie było jeszcze północy) oraz zebrać sobie grupę wsparcia (no dobra, to dzieło D.). Po całej tej walce z płonącym czerwienią okiem olałam już poprawianie makijażu tak więc do rana siedziałam z mordką naturalną jak tylko to możliwe.

Fryzura powstała przypadkiem, utrzymała się całą noc i nawet zebrała ze dwie pochwały.

O wiele lepiej tańczy mi się kiedy jest mniej znajomych.

Kupione rano na polecenie Mamity buty zostawiłam w domu, gdyż po powrocie z pracy przypomniała sobie, że ma takie jedne, które lepiej komponowałyby się z sukienką.

Pulchne dziewczyny nie powinny nosić kiecek bez pleców. Jakiekolwiek nie powinny nosić takich, które kończą się ledwo za tyłkiem.

W czasach Jane Austen te wszystkie ich intrygi wywodziły się chyba z nudy na balach i innych nasiadówach. Nas też to dopadło, G. padł ofiarą naszych durnych pomysłów (tzn. mój był dobry, ale jak się reszta dołączyła stał się durny). Ale ma dobre serce więc nam wybaczy.

Jeśli chodzi o zdjęcia to jestem na niewielu, z powodów oczywistych. Z poloneza pozostało mi np. zdjęcie na którym sukienka ułożyła mi się tak, że mój tyłek wygląda jakby się uśmiechał.

Opcja powrotu do domu najpierw była, ale jakoś zniknęła. Na szczęście wystarczyło przerzucić K. do drugiego auta i znalazło się miejsce i dla mnie. A on przynajmniej się wyspał. W bardzo komfortowych warunkach.

W sobotę spałam. W niedzielę nadrabiałam angielski i byłam w teatrze. Sami rozumiecie, czasu nie było. A Hamlet bardzo oryginalny. Oj baaardzo.

co jeszcze chcielibyście wiedzieć?

Julia

czwartek, 02 czerwca 2011

Pewne sprawy ostatnio sprawiały, że nie bardzo chciało mi się pisać. Przez cały ten czas niewiele was ominęło, jeśli mam być szczera.

We wtorek byłam w teatrze na En la ardiente oscuridad (W palącej ciemności). Tytuł podałam najpierw hiszpański, bo i spektakl był po hiszpańsku. Zasadniczo to rozumiałam z niego niewiele, wpadały mi poszczególne słówka, ale poza tym troszkę ciężko było się połapać. Jednak niezłe wrażenie robiło to, że sztukę wystawiali ludzie mniej/więcej w moim wieku, tyle że z klasy dwujęzycznej z innego liceum (i pomyśleć, że kiedyś nawet planowałam tam pójść!) a gadali tak, że mój hiszpański przy ich hiszpańskim jest... eh, lepiej nie mówić.

Tamtego dnia była straszna ulewa, więc już jak dotarliśmy do teatru byliśmy nieźle przemoczeni. Droga powrotna była jeszcze ciekawsza, bo zamiast poczekać na jakiś autobus do centrum szliśmy na nogach i to chyba nawet nie najkrótszą drogą. Jeśli ktoś tamtego dnia minął przemokniętą do suchej nitki uroczą parkę wyśpiewującą znośnie (on)/ zupełnie nie do rytmu (ona) piosenki o deszczu, a raczej ich urywki, to to wcale nie byliśmy ja i D. Wcale.

Kiedy wróciłam do domu z wciąż jeszcze przyklejoną do ciała sukienką i pokręconymi włosami jakbym dopiero co wyszła spod prysznica (a było to po trwającej 40 minut podróży autobusem), Mamita nie musiała zadawać żadnych pytań co do tego jak mi się udała droga powrotna. Chociaż właściwie... podobało mi się. Dawno już nie było takiego deszczu.

Poza tym, dostałam wczoraj niezbyt zasłużoną 6 za wytwór z angielskiego - prezentacja jak na mój gust była licha, ale wszystko uratował śpiewający Hugh Grant.

W szkole właściwie marnujemy teraz czas. Jedyne co to na polskim omawiamy lekturę (a powinniśmy omówic jeszcze ze 3 chyba w tym roku zgodnie z rozpiską poprzedniej p. prof.), na biologii muszę jeszcze raz zabłysnąć inteligencją coby mieć 4 na koniec... Z nieszczęsnego TI będę walczyć o 5, ale coraz mniejsze szanse na to widzę. A tak to ze wszystkiego już sytuacja pewna i przychodzi się do tej szkoły bez stresu no i coraz częściej - bez sensu. Coniektórzy wyliczyli sobie już jak stoją z frekwencją i przestali chodzić już teraz, ale ja jestem grzeczną córeczką słuchającą Mamity i codziennie zjawiam się o właściwej godzinie (poza wtorkami kiedy nie mogę się zmusić żeby pójść na chemię mając świadomość, że czeka mnie później godzina okienka).

Jeszcze tylko wytrzymać jutro i nadejdzie sobotnie lenistwo, niedzielny koncert i... i może coś więcej? Hmm... zobaczymy.

 

 Julia

czwartek, 21 stycznia 2010
jest najwolniejszym ssakiem", wiedzieliście?
| < Maj 2012 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
  1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31      
Tagi
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Gry Online
Fight World Hunger