Wpisy z tagiem: dorastanie
niedziela, 15 maja 2011
Nie lubię rodzinnych spotkań. Tzn. nie wszystkich, ale w większości zdecydowanie nie. Jeszcze kiedy byłam dzieckiem miały swój urok - jako najmłodsza z pokolenia wnuków bywałam nieraz w centrum uwagi, innych dzieci w rodzinie było sporo więc zawsze było z kim się pobawić, no i nie było problemu 'o czym tu rozmawiać'. Życie było proste, tort zawsze smakował i humor dopisywał do tego stopnia że pozwalałam Mamicie wmusić w siebie szynkę (gdzieś tak między 7 a 8 połówką jajka z majonezem). Teraz jest o wiele gorzej. Spotkań jest mniej, w mniej licznym gronie, już nie jestem słodka i zabawna... Dorośli uznają mnie za na tyle dojrzałą żeby zaproponować mi wódkę (której nie piję na skutek ingerencji Mamity) ale wciąż na tyle dziecinną żeby nie mieć o czym ze mną rozmawiać poza szkołą i planami na przyszłość, którym zawsze grzecznościowo poświęcają parę minut na początku aby mieć już spokój. Co gorsza, z kuzynami i kuzynkami również ciężko znaleźć temat do rozmowy, bo przecież widujemy się rzadko i nieraz zdaje mi się że żyjemy w totalnie różnych światach. Inna sprawa, że w większości dzieli nas spora różnica wieku - kiedyś nie sprawiająca problemu przy zabawie, teraz (kiedy oni mają stałą pracę i dzieci, a ja obnoszę się ze swoją młodością i głupotą) praktycznie uniemożliwiająca rozmowę. Oczywiście nie we wszystkich przypadkach, ale jednak. Jedyne co pozostaje to koncentrowanie się na najmłodszych członkach rodziny, z którymi kontakty są proste. Ulepić kota, pomóc ułożyć puzzle, pogłaskać po główce i udawać że nasza rozmowa ma sens - to wszystko czego ode mnie wymagają te cudne istoty o uroczo ubogim słownictwie i ciekawych hobby (wiecie ile frajdy może sprawiać zamykanie i otwieranie drzwi? a jak trzasną! szaleństwo!). Z jednej strony, wiadomo, można by coś z tym zrobić. Widywać się częściej, szukać czegokolwiek co mogłoby nas łączyć i zapewniać tematy do rozmowy. Ale kiedy nie widzi się szczególnych chęci u drugiej osoby to człowiek zaczyna myśleć, że właściwie nie ma sensu. I tak kończy sie na odgrywaniu raz w roku lub częściej szopki zwanej rodziną, chyba właśnie dla tych maluchów - kiedy dorastają i zaczyna je przytłaczać fałsz tego wszystkiego mają chociaż wspomnienia zabaw z ciotkami, wujkami i kuzynostwem, tych chwil, w których były przez swoje plemię traktowane niczym bogowie. jutro wcale nie jest poniedziałek Julia |
Zakładki:
Autorka szablonu
Czytam
Moje
Tagi
![]() | |||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||