Wpisy z tagiem: buty
piątek, 26 sierpnia 2011
Były sobie kiedyś buty. Pojawiły się jakiś dobry rok temu w jednej z obuwniczych sieciówek pod banerkiem 'nowa kolekcja'. Pokochane zostały od pierwszego wejrzenia, jednak okrutna cena rozdzieliła je i ich potencjalną nabywczynię, która to zmuszona była odejść w nieutulonym żalu. PN nie poddawała się jednak i uzbierała potrzebną kwotę, lecz gdy przybyła do sklepu już ich nie było. Nawet jednego pudełka. Jakiś czas później, gdy rozpoczęły się wyprzedaże, PN wróciła z nadzieją, że może znów zobaczy swe wymarzone buty. I tak też się stało, lecz, ku jej rozpaczy, znów były 'nową kolekcją', a ona znów nie miała wystarczająco dużo pieniędzy. Zgodnie ze swym zwyczajem postanowiła poddać buty próbie przeznaczenia - jeśli zostaną przecenione i będą w jej rozmiarze, kupi je gdyż będzie to oznaczało, że los tak chce. Nadeszła kolejna wyprzedaż. PN obleciała wszystkie sklepy marki, odkrywając straszny fakt, iż buty te choć przecenione, wciąż są poza jej zasięgiem - zostały tylko w rozmiarze 36 a jej miłość do tych butów nie była na szczęście na tyle fanatyczna, by odrąbała sobie tak opiewane przez pewnego młodzieńca palce. Sytuacja się powtórzyła, znów z witryn krzyczał napis 'przeceny', lecz na żadnym z pudełek nie widniał numer 37. Opanowując wrodzoną nieśmiałość w kontaktach międzyludzkich PN zdecydowała się zapytać sprzedawczynię czy jest jeszcze dla niej nadzieja na zdobycie owych niby zupełnie zwyczajnych butów. W odpowiedzi usłyszała, iż są, w tej samej cenie, w tym rozmiarze, lecz... w Krakowie. PN nie miała do Krakowa blisko i pomyślała, że odpuści sobie szaleńczą wyprawę, kończąc w ten sposób kilkumiesięczny okres marzeń. Próbując zapomnieć o nich, przenosiła swe uczucia na wiele innych, jakże odmiennych, aż w końcu oswoiła się z myślą, że ich wspólna przygoda dobiegła końca i czas na nowe marzenia. Pewnego gorącego sierpniowego dnia, zmuszona zająć się czymś podczas oczekiwania na autobus do domu, wstąpiła do sklepu marki, do butów której zapałała niegdyś tak wielkim uczuciem. Rozmawiając przez telefon przechadzała się leniwie przeglądając najnowsze przeceny, aż nagle ku swojemu ogromnemu zdumieniu ujrzała je. Były tam, na półce, właściwa cena, właściwy rozmiar, zwabiły ją swoją nieprzeniknioną czernią. W pośpiechu zgarnęła pudełko, przymierzyła buty aby się upewnić, że wciąż pasują i upajała się przez sekund kilka ich wspólnym odbiciem w lustrze. Po chwilowym wybuchu radości zeszła na ziemię - jej aktualne zasoby finansowe były zbyt liche, a wizja ich zasilenia zbyt odległa. Chwytając się ostatniej szansy zadzwoniła do swej zacnej rodzicielki i przełamując jej wcześniejszy sceptycyzm, namówiła do przyłączenia się do boskiego planu zdobycia butów. Był on bardzo prosty - PN miała zostawić je u sprzedawcy z karteczką ze swoim nazwiskiem, a mama odebrać gdy skończy pracę. W układ wpisany był również oczywiście zwrot pieniędzy gdy tylko będzie to możliwe. Wróciwszy do domu PN oczekiwała powrotu rodzicielki. Martwiła się, że uzna ona, iż buty nie są warte ceny, lub jej się nie spodobają i zrezygnuje z zakupu. Lecz z nadejściem wiadomości informującej, którym autobusem jedzie (wysyłanej zawsze by obiad był na czas gdy dotrze), rozwiały się jej wszelkie obawy - zakup został dokonany, nie było odwrotu. Buty zmierzały do domu... A morał z tej historii jest bardzo prosty: czasem gdy czegoś bardzo pragniemy zdobywamy to dopiero gdy już stracimy nadzieję. radosna posiadaczka nowych butów Julia
niedziela, 05 września 2010
sobota, 17 lipca 2010
środa, 14 lipca 2010
|
Zakładki:
Autorka szablonu
Czytam
Moje
Tagi
![]() | |||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||