Wpisy z tagiem: pamięć
wtorek, 11 października 2011
Autobus. Powrót ze szkoły. Jakaś parka przytula się przy drzwiach. "O, ja skądś kojarzę tego chłopaka..." - myślę. Po paru sekundach już wiem: Comenius Regio w zeszłym roku, reprezentant Chile. Ten co tak mnie strasznie onieśmielał swoją osobą, bo taki wygadany, pewny siebie i niemal od razu przejął dowodzenie nad obradami. Stąd też nie mam pojęcia jak się nazywa - no przecież nie zagadałam wtedy do niego. Ale z wyglądu kojarzę, bo się może troszkę gapiłam. Troszeczkę. (Władczość i Inteligencja są prawie tak samo pociągające jak Matematyka) Łapię z nim raz kontakt wzrokowy. "Nie poznaje mnie" - myślę - "Nic nowego, w sumie...". Przyglądam się dziewczynie. Ładna, typ urody jakiś taki orientalny. Tylko jakby troszkę się kłócą, ale są zbyt daleko żebym mogła 'przypadkiem' podchwycić choć słowo. Wysiadają, a mnie po głowie się kołata, że mogłabym w końcu zacząć zajmować się czymś pożytecznym podczas jazdy autobusem. Tzn. bardziej pożytecznym niż obczajanie ludzi (głównie rodzaj męski, chociaż urodziwym żeńskim nie pogardzę).
Trochę później, przychodzę z Siostrą do biblioteki. - Cześć - mówi chłopak z autobusu, obok zauważam tamtą dziewczynę. - Cześć - odpowiadam zaskoczona. - Po książki? - pyta. "No nie, po ziemniaki, w bibliotece zawsze mają najsmaczniejsze" - myślę. - Tak - rzucam niebywale inteligentnie. - Prawie żadnych nie ma - zauważa on, a ja się zastanawiam czy przypadkiem mnie z kimś nie pomylił (chyba właśnie zaczął studia, pewnie poznaje multum nowych ludzi i ciężko spamiętać; no dobra, nie wszyscy muszą mieć takie problemy z pamięcią jak ja). - A czego szukałeś? - zerkam na książki, które ma w ręce. - XXXXXXXXXXX - coś odpowiada, nie mam pojęcia co.
Powiedziałam jeszcze coś i poszłam do siostry. Kusiło mnie żeby wrócić i zapytać go: "Za cholerę nie możesz sobie przypomnieć kim jestem, prawda?" Ale się powstrzymałam i oddałam się poszukiwaniom Tatarkiewicza, lub jakiegoś pana na 'R' albo na 'A' (Siostra zapomniała swojej listy z teoretycznie niezbędnymi książkami; geniusz).
tak tylko przypominam, że istnieję Julia
sobota, 17 września 2011
Wśród chłodu wrześniowego poranka, przez mgłę niczym z "Jądra ciemności", przebijają się dwie postacie - kobieca i męska. Obydwoje młodzi, spowici w ciemne ubrania, skrywają dłonie w kieszeniach. Na ich twarzach maluje się nieprawdopodobne zmęczenie, jak gdyby przez długi czas nie było dane im zaznać snu. Jakby nieprawdą było, iż jeszcze kwadrans wcześniej błądzili po krainie marzeń i koszmarów. Z jej ust wypływają wartkie potoki słów pozbawionych znaczenia, nawet jeśli wyrażają zmartwienie faktem, iż on, zbyt lekko jak na panujące warunki atmosferyczne odziany, marznie z jej winy. Jej sumienie szybko zostaje jednak ukojone zapewnieniami, iż mężczyzna nie obwinia jej za to. Mijając kolejne uśpione domostwa, kierują się ku opustoszałej drodze, odprowadzani szczekaniem psów i spojrzeniem małego czarnego kocięcia skulonego przy jednym z płotów, mających stanowić granicę między rodzinną prywatnością a życiem publicznym. Celem ich wędrówki jest samotny przystanek - odjadą z niego razem, niewielkim żółtym autobusem, w którym zmuszeni będą niechętnie się rozdzielić. Jedynym co osładza im ból rozłąki jest wizja powrotu do swych przytulnych, ciepłych mieszkań i własnych łóżek, które zadadzą kres zmęczeniu. Gdy pojazd przystaje i otwiera przed nimi drzwi, wsiadają nie oglądając się za siebie. Tak dziś rano wracałam z D. z wczorajszo-dzisiejszej imprezy, która wypadła dość hmm... średnio. Bywały momenty naprawdę świetne, lecz również takie, w których zastanawiałam się co ja tam właściwie robię. Na plus oczywiście, że pozostałam wierna sobie i nie 'odpłynęłam'. No i tańczyło się fajnie - rzadko to robię i jeszcze dość marnie, ale chłopcy byli wyrozumiali (Ch. królem parkietu, któż by się spodziewał). Próbowałyśmy z dziewczynami nauczyć B. ruszania biodrami podczas tańca, momentami nawet nie szło mu to tragicznie. W trakcie 'nauki' wręcz zabił mnie tekstem: "jak robisz takiego snake'a to się czuję jakbym był w Slytherinie". Z D. też się oczywiście sporo pobujaliśmy. Najbardziej godne zapamiętania będzie jednak Careless Whisper, podczas którego okazało się, że jakoś nie wiadomo skąd znam cały tekst i po właściwie przyrządzonym drinku bardzo chętnie go śpiewam wtulona w silne męskie ramiona (we własnych uszach brzmiałam wtedy fantastycznie, D. dyplomatycznie utrzymuje moją wersję). Przy okazji muszę powiedzieć, że o ile przy takich właśnie 'starociach', nie ważne gdzie i z kim, zawsze mogę się świetnie bawić, to jeśli chodzi o aktualne hity... zupełnie nie dają rady. O tym co mi się nie podobało może nie będę się rozpisywać (jednej osobie będę miała co nieco do powiedzenia, ale poza tym to wszystko nieistotne). Najważniejsze, że solenizant sprawiał wrażenie zadowolonego i obyło się bez dramatów. Prezenty chyba też mu się spodobały - co tam płyta, bilet na koncert, gumowy chiński osioł przebił wszystko. Przy okazji po raz kolejny wyszło jak słabo zapamiętuję ludzi. Imion kolegów gospodarza imprezy, których wtedy dopiero poznałam, nie pamiętałam już w chwilę po tym jak je wypowiadali. Powtórnie przedstawiłam się Z. od K., którą miałam już raz okazję spotkać i to całkiem niedawno, bo miesiąc temu - i nie jest to pierwsza taka moja wpadka. Może to troszkę kwestia tego, że często ktoś zostaje mi przedstawiony a potem nie zamieniamy ze sobą ani słowa i zwyczajnie jakoś wymazuje mi się z pamięci. Z zapamiętywaniem z wyglądu to też różnie bywa - albo ktoś mi mignie tylko przez chwilę, albo zwyczajnie wygląda potem inaczej (Z. np. zapamiętałam jako niewysokie dziewczę dobrze prezentujące się w bikini, więc usprawiedliwiam się, że mogło mi zająć chwilę skojarzenie utrwalonego jej obrazu ze stojącym przede mną, wystylizowanym na lata 70/80). Tak właściwie to tyle na dziś. jaki krótki ten weekend Julia |
Zakładki:
Autorka szablonu
Czytam
Moje
Tagi
![]() | |||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||