idzie przyszłość, ta niechciana
nazbyt prędko, niezbyt chętnie,
batem losu pospieszana.
w oczach jej dla ciebie
bazyliszka wzrok zastępuje spełnienie,
budzi strach nieuzasadniony logiką -
zużytą kurtyzaną niedołężnych starców.
nie uciekaj.
już przegrałeś.
kupiłeś los na loterię, która się już
odbyła bez ciebie.
nagrody dawno rozkradli
przyjaciele czasu.
podaj jej rękę
daj się poprowadzić w zatracenie
marzenia młodości niech się staną
grzechami wieku dorosłego,
których nie odkupi żaden bóg
i patrz
jak godziny twego życia
przelatują przez cudze palce,
oddaj się rojeniom i płyń
niesiony tendencyjnym prądem.
zanikaj. "żyj".
12 maja 2012
przerobiona widokówka
Szkoda, że Cię tu nie ma. Tkwimy tutaj ciągle,
niedaleko od miejsca, gdzie nas zesłałeś, nikczemnie.
Krajobraz jest jak z widokówki,
na którą zagadkowo zabrakło kolorowego tuszu -
szare bloki opowiadają cicho
historię czasu burym drzewom.
Słońce radośnie nas oślepia, mądre,
świadome, że czasem lepiej nie widzieć.
Jesteśmy niczym postacie z bilbordów
szczęśliwi, i porównywalnie z nimi prawdziwi.
Ale dość już o nas. Opowiedz lepiej lub gorzej,
jak Ci się żyje,
jak chce się żyć.
Szkoda, że Cię tu nie ma. Radzimy sobie przecież wyśmienicie
ze zleconym nam przez Ciebie wspaniałomyślnie zadaniem.
Kochajcie - powiedziałeś, i nic innego nie robimy.
Kochamy zadawać cierpienie, kochamy się cudzołożnie,
wbrew przykazaniom,
logicznie, chyba,
pożądając niewinności, upojeni grzechem,
zafascynowani zdradą, chcący zawsze więcej,
zawsze więcej, więcej, więcej. czegokolwiek.
wszystkiego. niczego. Niekonsekwentnie płacząc gdy się kończy,
umiera niemiłość, odchodzi kolejne złudzenie.
Ale dość już o nas. Mów, jak Ci się patrzy
na naszą bezładną gonitwę
za kością, którą zapomniałeś rzucić.
Szkoda, że Cię tu nie ma. Zajrzałam dziś w głąb siebie
i zobaczyłam strach, słabość i zwątpienie.
Zmarnowaną przyszłość, której miało nie być.
Niespełnione oczekiwania tych pełnych troski i reszty.
Wydaną diagnozę uczuciowej niezaradności
i niezrealizowaną receptę
na kilka sesji zdrowych relacji międzyludzkich.
Wygasły knot świeczki płonnej nadziei, zagubiony,
gdzieś obok czasu spędzonego w nierzeczywistości
i czaszek przyjaźni, które w niej umarły.
Ale dosyć o mnie. Zanudziłam Cię pewnie znowu,
opowiedz mi lepiej raz jeszcze,
jakim cudem jest życie.
10 kwietnia 2012
* * *
gdy leżąc płaczę w ciemnościach
jestem trochę jak pływak,
który bezmyślnie rzucił się
na zbyt głęboką wodę.
w uszach szumią mi łzy, mniej słyszę
świat ma jeden zaledwie kolor, mniej widzę
w płucach brak mi powietrza, mniej żyję
i - choć wolałabym mniej - zbyt dużo czuję
gdy leżąc płaczę w ciemnościach
jestem trochę jak pływak.
choć młoda i niedoświadczona,
nie pierwszy raz tonę.
11 lutego 2012
masz taką piękną barwę głosu gdy mówisz jaka jestem wspaniałai jakże nieziemskie jest twe spojrzenie kiedy patrzysz na mnie z zachwytemzazdrość dodaje ci uroku jak wspominam o innychszlachetna jest twa złość w odpowiedzi na gorycz porażkijeśli tylko równocześnie to ja jestem zwycięzcą oh, czy mogłaby istnieć doskonalsza istotaniż Ty gdy sprawiasz, że czuję się chodzącą perfekcją?
17 stycznia 2012
świat się zasępił dziś o poranku
i łez rzewnych leje strumienie -
o co mu chodzi - nikt tego nie wie
czemu zawodzi tak bez ustanku?
za szybą szukam wszechrzeczy tajemnic,
odpowiedzi na ten smutek świata,
lecz widzę tylko jak deszcz dziury łata
w tanim asfalcie narodowych ulic...
przez uchylone okno lekkie łapię słowa,
które chciał wiatr ponocny o ściany bloku
rozbić - słabe nie dotrzymywały mu kroku -
i łączę, aż się narodzi z nich poezja nowa
na koniec, czytam krytycyzmu pełna,
poprawki czynię i znaczenia zmieniam
a gdy już niemal pozytywnie strofy te oceniam
odkładam kartkę i idę znów żyć. senna.
20 września 2011
* * *
pytasz czy cię chcę poderwać
na te szepty nieostrożne
czy też może tylko przerwać
spokojnych słów potoki różne
kusisz mnie pięknymi słowy
pieśni niezbyt obyczajnych
i podsuwasz sposób nowy
na spędzanie dni zwyczajnych
chłopcze mój, dokąd zmierzamy?
jakie intencje skrywasz ty, jakie ja
czy za niedługo się nie przekonamy
jak bardzo słodki smak ma miłość ta?
20 września 2011
* * *
aż trudno uwierzyć, jak szybko stworzyłam
tę pustkę w sobie i wokół siebie.
i choć to nie ja pandory puszkę otworzyłam -
to mnie się wini, nikogo innego.
a chciałam tylko przestać żyć wbrew sobie
i bez fałszu wersję mnie mieć dla ciebie,
lecz nic nie zmienię, cokolwiek zrobię -
wypiłaś już czarę żalu płynnego
tyś jest ta dobra, ta którą skrzywdzono,
a ja - ze złą hierarchią priorytetów.
to ciebie z własności okradziono,
mnie przecież nigdy to tak nie zaboli...
a świat patrzy i zrozumieć nie umie, jak
zniknęły uśmiechy z naszych portretów.
jakże możliwe było, niezmiernie szybko tak,
aktorkom dobrym wypaść ze swych roli?
niedawno temu, ostatkiem sił, próbowałam,
robiłam wszystko by nie stracić ciebie -
by ogrom uczuć mych do niego
przyjaźni naszej zwłok nie złożył w grobie
lecz znów pakt o nieagresji odrzucono,
już wojny parkiet miał skrzyć się od piruetów,
gdy wycofałam się bezsilnie, niczym rak,
przez pamięć uczuć, nie z braku woli...
bo wolę pamiętać, żeśmy miały dobre chwile
wciąż znać tą ciebie, którą pokochałam
pozostać niezmiennie taką, o której myślałaś mile
i życzyć ci tego szczęścia, którego ja zaznałam
19 września 2011