18 lat, zbyt wiele marzeń, planów, wspomnień. próba uporządkowania życia po tym jak wszystko się w nim zawaliło. pamiętnik licealistki, która nie wie czego chce, ale wciąż tego szuka.
Kategorie: Wszystkie | codzienne | relacje | specjalne | ulubione
RSS
czwartek, 17 maja 2012

Dzieje się. Koniec pewnego etapu. Wciąż jeszcze nie początek następnego. Stan zawieszenia. Ogłupienie.

Blondyni. W autobusach. W knajpach. Owiani słodką nostalgią. Trwający tylko kilka minut, bo przecież na dłużej nie da się odciągnąć moich myśli.

Niezręczne cisze w rozmowach.

Skłonność do zbaczania na wojenną ścieżkę. Aktualnie - siedzę w okopach. Rzuć granat, wywieś białą flagę, wyślij dyplomatów. Ja już dotychczas wywiesiłam wszystkie białe jakie były na stanie. Ciężko o nowe dostawy, w czasach takie jak te. A ręce mam zbyt słabe by unieść je do góry w geście poddania.

Muszę zgrać więcej Placebo na telefon - te dwa albumy, które mam od dłuższego czasu za niedługo będę już znała na pamięć. Jeśli jeszcze nie.

Ten ponoć nudny jest chyba raczej skrytym nieśmiałym - nudni ludzie nie śpiewają przecież Tuwima. Chyba że ja też jestem nudna. (dziewczynki, uzupełnijcie zaległości, dla mnie)

Potrzeba mi czegoś radosnego. Muzycznie. To czego słucham teraz nie pomaga. Nawet Lily Allen mnie smuci, bo podobno zawiesiła karierę na dobre.

Śmianie się z ludzi zestresowanych przed maturą jest złe. Tak, to prawda, że po wszystkim dociera do człowieka, że nie warte to było nawet 1/10 nerwów. Jednak nie zapominajmy co czuliśmy przed.

Wszędzie resztki czekolady. JAK JA JEM?!

Pomyśl o słowie 'enigmatyczna', przypomnij sobie całą resztę... To była długa droga... (jeśli uzbierasz na bilet - schowam, nie oddam. jeśli i tak pojedziesz - znajdę i przywlokę, nawet z końca świata. bo inaczej o mnie zapomnisz. i wszystko pójdzie w ....)

Nadmierna potrzeba miłości paradoksalnie sprawia, że trudno ze mną wytrzymać.

Czasem słowa to za mało.

Julia

 

 

środa, 16 maja 2012

Ej, dziubki, zdałam na 100%. A. zwana D. też. Tylko nie od razu się cieszyłyśmy, bo jak nam p. prof. powiedział "20 punktów" to zamiast wpaść w euforię patrzyłyśmy się tępo, bo zapomniałyśmy ile było maksymalnie.

W planach troszkę babskiego świętowania, a potem to się zobaczy.

A i dostałam pierwszą wypłatę. Przełomowy dzień w historii ludzkości.

Julia

wtorek, 15 maja 2012

Moja prezentacja na ustny polski już istnieje. Na papierze. Do jutra, do godziny 13 MUSI zaistnieć również w głowie. Trzymajcie kciuki. Nie za 100%, ale za zdanie, to mi do szczęścia wystarczy. I za to żebym nie zaspała. Nie spóźniła się na autobus. Nie wpadła pod samochód w drodze na egzamin. Nie zapomniała jak się nazywam (o, i nie zapomniała dowodu). Ogólnie to, aniołki moje blogowe, uchrońcie mnie od złego.

Julia

piątek, 11 maja 2012

Z rozszerzenia z angielskiego mam jakieś 60% + punkty za rozprawkę. Może z 80% się uskłada. Z podstawy wszystkie odpowiedzi dobre, ale nigdy nie wiadomo czy nie odwaliłam czegoś głupiego w zadaniach z pisania. A pewnie tak. Bo to przecież ja.

Moja prezentacja na ustny polski w dalszym ciągu nie istnieje. Utknęłam w punkcie, w którym chęci nie mam na grosz a wszelkie sposoby "motywowania" doprowadzają mnie do wściekłości graniczącej z chęcią mordu. Do tego jeszcze w bloku trwa remont - praca w rytm brzęczenia wiertarki, lub tłuczenia czymś młotkopodobnym... Nie, to nie jest fajna sprawa.

Dzisiejszy dzień, trudno, pójdzie na listę zmarnowanych. D. i Mamita będą wywierać na mnie jeszcze większą presję, ale jak to mówił Chris z pierwszej generacji Skins.... (no nie mówcie, że nie wiecie!). Zrobię to zrobię. W swoim czasie. W swoim rytmie. Albo wcale.

A poza tym... nie wiem sama jak się czuję. Życie idzie sobie jakby obok. A ja wciąż nie mogę w nie uwierzyć. Jaki znowu koniec liceum? Matury? Wakacje? O czym wy mówicie?! Czuję się bardziej jakbym wagarowała i wpadała do szkoły tylko na zaliczenia sprawdzianów (czyli jakbym przyjęła niedawny tryb życia niektórych). Jakby po wszystkim miało być "normalnie". Trzeba by się w końcu obudzić, prawda? Nawet śpiąca królewna musiała.

Julia

środa, 09 maja 2012

Ok, to ja tak tylko na chwilkę. Polski - zdany, i tyle w tym temacie. Matma - spodziewam się od 84 do 96% (bo nie pamiętam sporej części odpowiedzi). Ustny angielski - 100% (genialny jest ten sposób oceniania). Jutro pisemny. Macie święty obowiązek trzymać kciuki! I za moją prezentację na ustny polski, która wciąż jeszcze nie powstała. 

Julia

Tagi: matura
20:03, juzia93 , codzienne
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 30 kwietnia 2012

Co robi Julia zamiast przygotowywać się do matury z polskiego:

a) pracuje

b) śpi

c) spotyka się ze znajomymi (to dziś)

d) robi zakupy

e) sprząta (nawet to!)

f) gra w różne bezsensowne gierki

g) ogląda seriale

h) patrzy się na kota

i) je jak nienormalna

j) rozmawia godzinami przez telefon

k) leży podziwiając sufit

l) tudzież ścianę

m) pisze bezsensowną notkę na bloga

n) planuje, że zacznie się uczyć

o) złości się, że się nie uczy

p) gada o tym, że nie zda matury

r) naprawdę martwi się, że nie zda matury

s) siedzi na fb

t) sprawdza czy przypadkiem nie ma czegoś nowego na kwejku

u) sprawdza czy na którymś z blogów nie pojawiła się nowa notka

w) sprawdza maila, również klasowego, nie wiadomo po co

y) martwi się faktem, że podczas matur chyba zaczną u niej w bloku wymieniać rury

z) nic

Julia

PS. lista jest oczywiście niepełna, zapomniałam np. dodać, że myślę jeszcze ciągle o mojej prezentacji na ustny polski zamiast ją zrobić


piątek, 27 kwietnia 2012

Był ostatni dzwonek, było zakończenie, wręczenie świadectw... Zakończenie o tyle pozytywne, że niektóre osoby z klasy zostały wyróżnione, no i drugoklasiści wyjątkowo postarali się z filmem pożegnalnym. Podczas spotkania w klasie p. prof. oczywiście nie byłaby sobą gdyby nie wspomniała o tym, że jesteśmy (byliśmy) klasą indywidualistów, niezgraną, że nie podobała jej się ostatnia wigilia i że ma nadzieję, że wśród prezentów dla niej jest też zdjęcie, bo ona się biedna nie mogła doprosić od nas zdjęcia klasowego. Buziaki, gratulacje, pamiątkowa foteczka i to by było na tyle. Z A. zwaną D. oczywiście nie mogłyśmy odpuścić sobie rozmowy z p. prof. od etyki/wosu - gratulowałyśmy mu oskarowej roli w filmie, życzyłyśmy aby został dyrektorem (bo ponoć ma kandydować na miejsce obecnego) i podziękowałyśmy: ja za 3 lata etyki, ona za przygotowanie do matury z wosu. Do reszty nauczycieli jakoś nie było okazji, zobaczymy się z resztą na maturach, a i po nich pewnie jeszcze kiedyś.

Świętowania jednak trochę było. Ot, wypad na piwo, prawie całą klasą (chociaż oczywiście z podziałem na grupki, bo wzruszenie wzruszeniem, ale pewne osoby i tak się nie trawią). Było ok, nawet całkiem zabawnie, ale i tak zebrałam się wcześniej - mogłabym tu podać wszystkie powody, ale właściwie kogo to obchodzi.

Tak naprawdę to nie czuło się, że to koniec. Atmosfera była raczej taka jakbyśmy zwyczajnie poszli się napić po lekcjach - tylko ładniej ubrani i z teczkami z takim papierkiem, na którym podsumowane zostały 3 ostatnie lata naszego życia. Tylko może wszystkim bardziej zależało żeby było miło. Żebyśmy choć ten ostatni raz byli klasą.

...i skończyło się

Julia

czwartek, 26 kwietnia 2012

No i jutro... wielki koniec. Będziemy płakać? Nie mam pojęcia. Jedno jest pewne - będzie dziwnie.

 

Zbrodnię i Karę skończę czytać przed pójściem spać - zostało mi jakieś 10 stron, dość usypiających. Nie mówię oczywiście, że książka jest zła (wręcz przeciwnie, podobała mi się bardzo), ale pod koniec czuję się już troszkę nią zmęczona. Myślę sobie za to, że skoro tak dobrze mi poszło, to może nadrobię jeszcze Pana Tadeusza? Wtedy z nieprzeczytanych pozostałby mi już tylko Potop (a dokładniej 1/2 tego koszmaru). Tak serio to czuję, że najlepiej by było przeczytać wszystkie lektury jeszcze raz. Ale to chyba musiałabym nie spać aż do samej matury. A wolę raczej skorzystać z tego, że stres mnie jeszcze nie zeżarł i jestem w stanie przesypiać noce w miarę spokojnie.

 

Przeraża mnie może tylko troszkę na jakim poziomie utknęła moja prezentacja na ustny polski (wolicie nie wiedzieć).

 

Jakbyście już chcieli zaplanować sobie kiedy macie trzymać kciuki po majówce, to ogłaszam, iż:

4 maja będę się męczyć z maturką z naszego pięknego języka ojczystego

8 zmierzę się z Królową Nauk

9 odwalę coś w tym stylu (jak tylko wejdę na salę po wypytaniu wszystkich przed nią czy są pewni czy mówi się ON czy IN the picture)

10 zapomnę kiedy piszemy Yours Faithfully a kiedy Sincerely

16 wpadnę w depresję, że nie wyrobiłam się z prezentacją i nie zdałam matury

 

tak w skrócie

Julia

środa, 25 kwietnia 2012

Wczorajszy dzień w szkole? Dwie lekcje. Dłużej nie wytrzymałam. Na matmie wpadł do nas biol-chem pooglądać film o ewolucji, na historii miało być zastępstwo, ale p. prof. od geografii w szkole jakoś nie znaleźliśmy. Mając w perspektywie kolejne równie produktywnie spędzone godziny wybrałam spacer z D. do biblioteki. Dziś, jeszcze lepiej - niecała jedna lekcja. Sprawdziłam dane na próbnej wersji świadectwa, podpisałam, pogadałam chwilę z ludźmi i poszłam sobie, bo nawet nasza wychowawczyni nie sprawiała wrażenia jakby ją to jeszcze obchodziło (a myśleliśmy, że to niemożliwe!).

Kontynuuję natomiast przerwany przedwcześnie w zeszłym roku romans z Raskolnikowem. Nieźle mi się czyta, czasem tylko muszę na chwilę odłożyć książkę i zająć się czymś innym, bo zaczyna mnie męczyć. Przyznać muszę, że mając wcześniej wiedzę nabytą z opracowań, wytworzyłam sobie zupełnie nieprawdziwy obraz Razumichina - myślałam, że to taki nudny poczciwina, a jednak całkiem urocza postać. Może tylko wolno kojarzy niektóre fakty.

W piątek: o 12 'ostatni dzwonek', o 17.30 zakończenie (później już się chyba nie dało, co? -.-), w międzyczasie nie zapomnieć i oddać kalkulator do sekretariatu coby mi się pojawił na stoliku 8 maja. I tyle. Niby miało być jakieś wielkie świętowanie, ale... jeden plan średnio mi pasuje, alternatywa niby się pojawiła, ale jakoś teraz nic o niej nie słychać... Ostatecznie może być tak, że wyskoczymy gdzieś z dziewczynami a po wszystkim grzecznie wrócę do domu wyspać się przed pracą. Wiem, wiem, koniec liceum, powinno być dzikie chlańsko, ale szczerze... Jakoś nie czuję tego zupełnie.

Kończę, bo Dunia chyba zaraz pośle Łużyna w cholerę.

Julia

poniedziałek, 23 kwietnia 2012

Dziś małe wagary, bo w szkole i tak niewiele się już dzieje, a ja po poprzednim tygodniu nie mam zbyt wiele energii, o chęciach do czegokolwiek już nie wspominając.

Jeśli chodzi o szkołę to z nowości tyle, że mam 6 z etyki i 5 z wfu. Z angielskiego usłyszałam, że 'tu wychodzi mocne 5, nie będziemy dokładnie liczyć średniej, na 6 to z całą pewnością zbyt mało, bo brak takich osiągnięć jak u D.'. Ogólnie mój cudny chłopak wypracował sobie w ostatnich dniach średnią na świadectwo z paskiem, jedyne w klasie (chyba).

W pracy natomiast... dziki piątek. Miałam siedzieć do 23, ale tak się narobiło, że siedziałam do 3. To oczywiście była sytuacja jednorazowa (w końcu nie zawsze automat do lodów się psuje na cały dzień, tylko po to by zacząć działać pod wieczór dopiero wtedy umożliwiając uzupełnienie zasobów, etc.), no ale i tak było nieźle. Za to w sobotę i niedzielę pracowałam krócej niż zwykle - jak wczoraj wyszłam i było jeszcze jasno na dworze to aż dziwnie się czułam. Poza tym mamy kolejną dziewczynę do przyuczenia - szybko ogarnia, chyba nawet szybciej niż ja, za to dziwacznie się czuję kiedy mam tłumaczyć jej coś czego jeszcze niedawno ktoś inny mnie uczył. Ale przyzwyczajam się i powoli oswajam z jej nieskończonym entuzjazmem (to nie jest takie łatwe, wiecie, ja średnio dobrze znoszę towarzystwo ludzi nad wyraz radosnych, szczególnie kiedy mam takiego doła jak wczoraj). Ogólnie to idzie mi dobrze, ale zdecydowanie lepiej gdy automat do lodów jest z różnych przyczyn wyłączony, albo ludzie nie odczuwają nagle masowej potrzeby zjedzenia świderka/loda włoskiego. Dla kogoś takiego jak ja, komu zwykle większość rzeczy przychodziła bez większego trudu, świadomość, że za cholerę nie potrafi wyrobić sobie jakiejś umiejętności jest potwornie niszcząca. Ale nie poddaję się oczywiście, choć presja jest, bo o ile teraz jeszcze może mi coś nie wychodzić i przymyka się na to oko, to za jakiś czas będzie się już raczej wymagać ode mnie trochę więcej.

Przyszły piątek mam wolny, bo wypadałoby pojawić się na zakończeniu roku (o uczczeniu końca edukacji licealnej nie wspominając). O dziwo, nawet przy moim ciągłym braku czasu, wyrobiłam się z uzupełnianiem garderoby (kupowanie formalnych ciuchów to nie jest taka łatwa sprawa). Ba, kupiłam nawet strój kąpielowy, zbliżony do mojego wyobrażenia o kostiumie idealnym. No i przywrócono mi wiarę w producentów bielizny damskiej - jednak da się zrobić ładny, biały stanik, w przyzwoitej cenie i rozmiarze mojego biustu a nie głowy (czy tylko mnie przerażają te ogromne biustonosze z których spokojnie dałoby radę zrobić dwa hełmy?), do tego jeszcze niewypchanego nienormalnymi ilościami gąbki.

Lecę, bo mam parę rzeczy do ogarnięcia.

:)

Julia

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 73
| < Maj 2012 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
  1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31      
Tagi
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Gry Online
Fight World Hunger